Press enter to begin your search

Profesjonalna korekta tekstu – jak to powinno wyglądać? Część 4: Jak ułatwić korektorowi korektę

Profesjonalna korekta tekstu – jak to powinno wyglądać? Część 4: Jak ułatwił korektorowi korektę

Profesjonalna korekta tekstu – jak to powinno wyglądać? Część 4: Jak ułatwić korektorowi korektę

Zasady współpracy autora z korektorem omawialiśmy już w pierwszej części serii „Profesjonalna korekta tekstu – jak to powinno wyglądać?”. Pamiętasz 10 punktów, które wtedy wymieniłam? Możesz je sobie wydrukować i przykleić nad biurkiem, żeby o żadnym nie zapomnieć. Dziś zaakcentuję jeszcze pięć spraw, które na pewno ułatwią korektorowi korektę, jeśli weźmiesz je pod uwagę.

1. Zapytaj o korektę wcześniej niż tydzień przed deadline’em

Średnie tempo pracy przy wykonywaniu redakcji tekstu to 1 arkusz wydawniczy (40 tys. znaków ze spacjami) na dzień. Przy korekcie – 2 arkusze. (Czym się różni redakcja od korekty, przeczytasz w drugiej części naszej serii). Jeśli więc napisałeś przeciętnej długości książkę, która ma 8–10 arkuszy, redaktor będzie potrzebował na jej poprawienie przynajmniej 2–2,5 tygodnia. Trzeba też przewidzieć czas na poprawki autorskie i naniesienie ostatnich zmian (odsyłam Cię znów do części drugiej serii, gdzie opisałam cały proces wydawniczy).

Praca nad Twoją książką będzie więc na pierwszym etapie trwała ok. 3 tygodni, ale nie masz pewności, że redaktor zajmie się nią z marszu, zaraz po Twoim mailu albo telefonie. Być może umówicie się jeszcze na wykonanie krótkiej próbki, ustalicie stawkę i zakres ingerencji w tekst, a gdy zdecydujesz się podjąć współpracę, redaktor zarezerwuje na Twoją książkę odpowiednio długi czas w pierwszym wolnym terminie – który może wypaść nawet za miesiąc albo za dwa!

Pamiętaj, że osoby, które żyją z redakcji i korekty, mają zaplanowane zlecenia na co najmniej kilka tygodni do przodu, żeby zyskać pewność, że będą mieć z czego zapłacić za prąd, a dzieci im nie padną z głodu. Traktuj ich pracę poważnie i umawiaj się z nimi z odpowiednim wyprzedzeniem – tak jak z dentystą czy z dobrym fryzjerem.

Oczywiście jeśli masz do poprawienia tylko kilka stron, jest duża szansa, że nawet zapracowany redaktor zrobi to od ręki. Ale nawet wtedy nie wysyłaj mu tekstów w weekend ani w późnych godzinach popołudniowych z prośbą o szybkie poprawki. To, że redaktor pracuje zdalnie, nie znaczy, że jest w pracy 24 godziny na dobę. A przynajmniej nie powinno tak być.

2. Nie mów, żeby poprawić tylko literówki

Poprawianie literówek jest bardzo proste. Trzeba powoli i uważnie, literka po literce, przeczytać tekst. Jeśli zależy Ci tylko na tym – spokojnie poradzisz sobie z korektą samodzielnie, uwierz mi. Nie stawiaj przed redaktorem wymogów typu: „Proszę poprawić przecinki, ortografy i literówki, ale nie ruszać szyku zdań ani nic innego”.

Bez obaw, redaktor nie zmieni Twojego stylu, nie dopisze ani nie skreśli nic ważnego bez Twojej zgody. Ale jeśli w tekście znajdzie rażące powtórzenia; jeśli pojawią się w nim rusycyzmy (np. „póki co”, o którym mało kto wie, że jest błędem); jeśli zdanie będzie zajmowało pół akapitu i już przy drugiej linijce redaktor jako czytelnik zacznie tracić wątek – jego obowiązkiem jest to poprawić.

To tak, jakbyś poszedł do dentysty (zostańmy już przy tym porównaniu) i powiedział: „Proszę zdjąć próchnicę z wierzchniej warstwy zębów i przyklepać czymś białym, żeby nie było widać. Reszta niech zostanie”. Założymy się, że po tygodniu wrócisz z płaczem albo pretensjami, mówiąc, że te dopiero co wyleczone zęby ciągle Cię bolą? Bo na przykład – tu szybki przeskok z fotela dentystycznego do świata korekty – promotor nie przyjął Twojej pracy i powiedział, że roi się od błędów. No cóż, sam prosiłeś, żeby poprawić tylko literówki.

Zaufaj redaktorowi i jego doświadczeniu. To Twój pierwszy czytelnik. Miał przed oczami dziesiątki podobnych publikacji – on naprawdę chce dla Twojego tekstu jak najlepiej.

Profesjonalna korekta tekstu – jak to powinno wyglądać? Część 4: Jak ułatwił korektorowi korektę - Dobry redaktor jest pierwszym czytelnikiem

3. Nie szalej z formatowaniem

Word to program do pisania, nie do ozdabiania. Tak, są w nim różne WordArty i inne obiekty, można rysować wykresiki, zmieniać kolory, można nawet ustawić znak wodny albo falowaną ramkę wokół akapitu. Tylko po co? Czy Twój tekst będzie drukowany prosto z Worda? Jeśli tak, koniecznie powiedz o tym redaktorowi. O ile nie jest to praca dyplomowa, która ukaże się światu w liczbie 3–4 egzemplarzy, redaktor spróbuje Cię odwieść od tego pomysłu i namówi na współpracę ze specjalistą od DTP albo przynajmniej na zaprzyjaźnienie się z Canvą. A jeśli wiesz na pewno, że tekst nie będzie szedł do druku z Worda – nie baw się formatowaniem.

Fikuśne ozdoby, nagłówki, stopki, usuwanie bękartów, szewców i innych wdów – to wszystko utrudnia pracę redaktorowi, ale i Tobie. Niezależnie od tego, czy opublikujesz swój tekst w Internecie, czy oddasz go do składu, część formatowania zniknie, a część może się „wysypać” – tak że ktoś będzie musiał spędzić nad tym długie godziny, by wszystko naprawić.

Profesjonalna korekta tekstu – jak to powinno wyglądać? Część 4: Jak ułatwił korektorowi korektę - Formatowanie tekstu w Wordzie

Co możesz zrobić?

  • wyróżnij tytuły rozdziałów, nagłówki – zapisz je większym i pogrubionym fontem,
  • kolejne rozdziały rozpocznij od nowej strony – nie przechodź do niej enterami, tylko za pomocą opcji Wstawianie → Podział strony,
  • jeśli będziesz wklejać tekst do sieci, możesz zaznaczyć pogrubione fragmenty (tak jak ja w tym artykule),
  • wszystko, co ma być wyróżnione w inny sposób, np. jako cytat blokowy, zapisz w Wordzie normalnie, tylko dodaj oznaczenie w nawiasie i kolorem, żeby rzucało się w oczy:

[CYTAT]

Litwo, Ojczyzno moja!

[KONIEC]

Może się wydawać, że jest z tym więcej pracy, ale uwierz mi, że takie wyczyszczenie tekstu przyspieszy proces redakcji i zminimalizuje liczbę błędów składu i formatowania. Oczywiście te znaczniki może wprowadzić za Ciebie redaktor. Ty pamiętaj, żeby nie przesadzać z fikuśnym formatowaniem – ono naprawdę w niczym nie pomaga.

4. Pod żadnym pozorem nie wyłączaj śledzenia zmian

Powtarzam się. Ten punkt omawiałam już w części pierwszej serii „Profesjonalna korekta tekstu – jak to powinno wyglądać?”. Ale jest tak ważny, a przy tym tak często lekceważony, że nie sposób przejść obok niego obojętnie.

Co się stanie, jeśli zaakceptujesz wszystkie zmiany redaktora? W zasadzie nic strasznego – tekst i tak będzie poprawiony, tyle że nie będziesz już widzieć zmian. Oczywiście można porównać dokumenty – oryginalny i zredagowany – a wtedy różnice ponownie się wyświetlą, ale nie jest to już tak przejrzyste i wymaga dodatkowego zachodu.

Najgorzej jest, jeśli się pomylisz i odrzucisz wszystkie zmiany korektora (ikony „Zaakceptuj” i „Odrzuć” na wstążce Worda dzieli niepokojąco mała odległość). Wtedy pozostaje mieć nadzieję, że redaktor ma u siebie zapisany poprawiony plik i prześle Ci go ponownie.

Najlepiej jednak w ogóle nie akceptuj ani nie odrzucaj zmian. Przejrzyj je, odpowiedz na komentarze, a jeśli ingerujesz bezpośrednio w tekst, to upewnij się, że śledzenie zmian jest włączone, i go nie tykaj. Redaktor powinien jeszcze raz zerknąć na Twój tekst, zanim prześle go dalej, ale jeśli jest to dłuższa publikacja, nie będzie jej już czytał dokładnie, tylko przeanalizuje Twoje uwagi i zmiany. Gdy wyłączysz śledzenie zmian, utrudnisz mu pracę. A tego przecież nie chcemy.

Profesjonalna korekta tekstu – jak to powinno wyglądać? Część 4: Jak ułatwił korektorowi korektę - Redaktor to nie autor

5. Przeczytaj swój tekst po napisaniu go

Zostawiłam tę „dobrą radę” na koniec, żeby należycie wybrzmiała: przed wysłaniem tekstu do redakcji prześpij się z nim, a potem przynajmniej raz go przeczytaj!

Jako autor nie musisz perfekcyjnie stosować interpunkcji, nie musisz wyłapywać literówek i powtórzeń, ale na pewno chcesz, żeby tekst miał na sobie odciśnięte piętno Twojego stylu. Jeśli przeczytasz go przynajmniej raz po napisaniu, doszlifujesz niuanse, na których Ci zależy, i użyjesz słów, które lubisz. W przeciwnym wypadku może się okazać, że redaktor będzie musiał w Twój tekst mocno ingerować. To zawsze rodzi ryzyko, że rezultat jego działań nie do końca Ci się spodoba.

Oczywiście redaktor jest od tego, żeby poprawiać teksty, ale to nie zwalnia autora z dbałości o ich pierwotny kształt. Pamiętasz nasz przykład z dentystą? Idziesz do niego, żeby naprawił Twoje zęby, ale przecież przed wyjściem z domu chociaż je myjesz, prawda? Swój tekst też wyczyść, zanim wyślesz go do autora – przynajmniej pobieżnie.


To był ostatni artykuł z serii „Profesjonalna korekta tekstu – jak to powinno wyglądać?”. Mam nadzieję, że rozwiałam większość Twoich wątpliwości odnośnie do pracy z tekstem – niezależnie od tego, czy jesteś autorem, czy redaktorem. Jeśli jednak wciąż masz pytania albo chcesz przedyskutować jakiś temat, zapraszam Cię do moich miejsc w sieci – na Facebooka, Instagram, do grupy Po drugiej stronie książki, zapisz się też na newsletter – wszędzie tam możemy porozmawiać o pracy redaktora (albo dentysty – chociaż o tym drugim nie wiem zbyt wiele).

Baner - zapisz się na newsletter
Baner - dołącz do grupy Po drugiej stronie książki

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o