PDSK#028 Od teorii do praktyki. O pierwszej współpracy z autorem opowiadają kursantki Akademii korekty tekstu (część 1) (podcast)

PDSK#028 Od teorii do praktyki. O pierwszej współpracy z autorem opowiadają kursantki Akademii korekty tekstu (część 1) – podcast

Kiedy przyszli korektorzy zaczynają się uczyć zawodu, myślą, że ich największą zmorą będą przecinki. Później docierają do zasad odmiany nazwisk polskich i obcych – i okazuje się, że może być jeszcze gorzej. A później przychodzi moment, kiedy trzeba zdobytą wiedzą wcielić w życie – i to czasem okazuje się przeszkodą nie do przeskoczenia. Jak rozmawiać z autorem? Jak zaplanować cały proces redakcji i korekty? Jak uargumentować konieczne poprawki? Czy je w ogóle nanosić? Może tych ingerencji będzie za dużo? Albo za mało? A co, jeśli nie znajdę żadnych błędów?

Z tego typu obawami mierzą się niemal wszyscy początkujący korektorzy. Właśnie dlatego, kiedy tworzyłam Akademię korekty tekstu, czyli kurs, na którym uczę tego zawodu od A do Z, wiedziałam, że nie może się zakończyć na przecinkach i odmianie nazw własnych. Akademia kończy się więc akcją parowania korektorów z twórcami (autorami beletrystyki, blogów, podcastów czy e-booków). Dzięki temu świeżo upieczeni korektorzy mogą się sprawdzić w kontakcie z autorem i płynnie przejść od teorii do praktyki.

O tym, jakie obawy i jakie nadzieje towarzyszyły im przed udziałem w tej akcji, opowiedzą dzisiaj kursantki IV edycji Akademii korekty tekstu: Monika Fabiszak, Lidia Palusińska, Karolina Przybył, Kamila Pierzchała, Dagmara Michalak, Anna Gogacz i Aleksandra Kornacka.

Subskrybuj: Spotify | Apple Podcasts | Google Podcasts | YouTube | Inne

Montaż: Kamil Dudziński

Transkrypcja: Katarzyna Bień

Goście odcinka

Anna Gogacz

Monika Fabiszak

Aleksandra Kornacka

Dagmara Michalak

Lidia Palusińska

Kamila Pierzchała

Karolina Przybył

Plan odcinka

  1. Jak przebiegała współpraca z autorem/autorką?
  2. Dlaczego wzięłaś udział w akcji parowania korektorów z twórcami?
  3. Jakie obawy towarzyszyły Ci w związku z akcją?

Transkrypcja podcastu #028 Od teorii do praktyki. O pierwszej współpracy z autorem opowiadają kursantki Akademii korekty tekstu (część 1)

Czy zajmowałaś się korektą jeszcze przed Akademią?

Ewa Popielarz: Pierwsze pytanie, które zadałam dziewczynom, brzmiało: „Czy zajmowałaś się korektą jeszcze przed Akademią?”. Jak się zaraz przekonacie, ich doświadczenia były przeróżne. Zacznijmy od Moniki, która mimo wykształcenia polonistycznego pracę korektora poznała dopiero w Akademii.

Monika Fabiszak: Niestety nie miałam możliwości zajmować się profesjonalną korektą przed przystąpieniem do Akademii. Studiuję polonistykę, więc z racji zdobytej wiedzy na studiach często poprawiałam teksty znajomym. Pracowałam nawet dla portalu edukacyjnego, gdzie pisałam teksty, więc musiałam dbać o poprawność językową. Jednak dopiero na kursie dowiedziałam się w pełni, jak to wszystko wygląda w praktyce, jak ten zawód jest trudny i zarazem niedoceniany.

EP: Dokładnie tak jest. Wiele osób, które nie zetknęły się z pracą korektora, sądzi, że to takie wyłapywanie literówek w tekstach. Nic bardziej mylnego. Literówki to tylko wierzchołek góry lodowej. Potwierdzają to słowa Lidii. Posłuchajcie:

Lidia Palusińska: Nie, przed Akademią nie miałam do czynienia z profesjonalną korektą tekstu. Zdarzało mi się poprawiać różne teksty i artykuły w pracy, ale teraz widzę, ile błędów robiłam.

EP: No właśnie – już nawet nie chodzi o nasze błędy, ale o to, że bez odpowiedniego przygotowania nie mamy świadomości, które zapisy są niepoprawne. Nie wiemy, jak podejść do tekstu, na co spojrzeć. Kolejne klapki otwierają się dopiero wraz ze zdobywaną wiedzą i doświadczeniem. Zaczynamy coraz lepiej wykonywać swoją pracę, która jest najlepsza wtedy, kiedy jest – jak określiła to Karolina – niewidzialna.

Karolina Przybył: W zasadzie miałam mgliste pojęcie o tym, czym zajmują się korektorzy w swojej pracy, bo to taki niewidzialny zawód. Tak jak tłumaczy, których praca jest niezbędna, ale bardzo rzadko wysuwają się na pierwszy plan. Pierwszy raz zetknęłam się z tematem korekty na urlopie macierzyńskim. Zastanawiałam się po prostu, czy mogę jakoś wykorzystać ten czas spędzony z dzieckiem w domu, czy wracać na etat po macierzyńskim, czy rozglądać się za jakimś żłobkiem, a może jednak spróbować połączyć opiekę nad dzieckiem i pracę bez konieczności tak szybkiego powrotu do biura. Bo niby ten rok spędzony z niemowlakiem w domu to jest dużo, a z drugiej strony bardzo mało – takie są moje odczucia. Zastanawiałam się, co lubię robić, co jest mi bliskie. Trafiłam najpierw do grupy „Po drugiej stronie książki” na Facebooku, a później na spacerach zaczęłam słuchać podcastów Ewy i tak dowiedziałam się, na czym polega praca korektorki. Stopniowo dojrzewałam do decyzji i ostatecznie jesienią ubiegłego roku, kiedy ruszała IV edycja Akademii, postanowiłam zapisać się na kurs.

EP: Praca korektora zaczyna się nam jawić jako mistyczny twór dla wybranych, ale to też nie do końca prawda. Wszystko rozbija się tylko o to, jak dokładną korektę potrafisz przeprowadzić i jaka jest Twoja znajomość zasad językowych oraz edytorskich. Ale jeśli czytasz teksty i poprawiasz w nich błędy – w zasadzie wykonujesz zadania, które należą do obowiązków korektora. Kamila miała co do tego świetną intuicję, kiedy odpowiadała na moje pytanie o to, czy zajmowała się korektą przed Akademią:

Kamila Pierzchała: Tak, tylko wtedy nie miałam pojęcia, że to się tak nazywa. Od kilku lat razem z siostrą prowadzę bloga i naturalną koleją rzeczy było po prostu czytanie wpisów jeszcze przed publikacją, wyłapywanie ostatnich błędów, literówek, więc zajmowałam się tym, tylko tak jak już mówiłam – nie miałam pojęcia, że to się tak profesjonalnie nazywa.

EP: Sprawdźmy, czy Ania też nauczyła się korekty dopiero na kursie:

Anna Gogacz: Nie, nigdy wcześniej nie zajmowałam się korektą, ale zawsze wynajdowałam błędy. Nie wiem, jak to się działo, może to jakiś dar albo coś, ale te błędy zawsze wpadały mi w oko i przeszkadzały mi w odbiorze treści. Zawsze w miejscach, gdzie pracowałam zawodowo, zresztą w zupełnie innej dziedzinie, zdarzało się tak, że proszono mnie o sprawdzenie różnych pism pod względem poprawności. Ja je poprawiałam, redagowałam, a moje propozycje w zasadzie zawsze były chętnie przyjmowane.

EP: Mała dygresja: po kursie dla korektorów wcale nie trzeba być korektorem-freelancerem. Wiedzę i umiejętności zdobyte w Akademii wielu kursantów z powodzeniem wykorzystuje także w innych dziedzinach, na swoich etatach. Dla mnie samej to było duże zaskoczenie, bo kiedy tworzyłam Akademię, zakładałam, że będą w niej uczestniczyć osoby, które – tak jak ja – zechcą poświęcić swoje życie zawodowe korekcie. Okazało się, że rozległa wiedza o poprawności językowej może się przydać w wielu innych dziedzinach.

Moje dwie ostatnie rozmówczynie udowodnią Wam za to, że droga do zawodu korektora może być dość kręta. Najpierw Dagmara – czy zajmowała się korektą przed kursem?

Dagmara Michalak: Zajmowałam się? Nie, ale przed Akademią robiłam już jeden kurs korekty tekstu, więc miałam jako takie pojęcie, jak wygląda korekta i redakcja tekstu, jak wygląda sama praca z tekstem.

EP: I jeszcze Ola:

Aleksandra Kornacka: Moja przygoda z korektą zaczęła się już jakiś czas temu, kiedy wzięłam udział w jednym z kursów dla redaktorów. Przed Akademią współpracowałam z kilkoma portalami, robiłam korekty wpisów na blogi i postów na media społecznościowe. To było bardzo cenne doświadczenie, ale były to drobne, nieregularne zlecenia i oczywiście bezpłatne. Czułam, że moje kompetencje są za małe, żeby zająć się korektą na większą skalę, żeby pracować nad dłuższymi tekstami, no i żeby w ogóle na tym zarabiać. Zupełnie nie miałam też pojęcia, jak zabrać się za szukanie większych zleceń, bo jedynym żywym punktem styku z branżą wydawniczą były dla mnie facebookowe grupy, które nie zachęcały do zadawania pytań. Już prawie pożegnałam się z myślą, że korekta to moja droga, aż w ostatnich kilku dniach sprzedaży IV edycji Akademii korekty tekstu trafiłam na stronę Ewy i rzutem na taśmę zdecydowałam się dołączyć do kursu. To był szalony pomysł, bo miałam w domu malutkie dziecko i przeprowadzkę za pasem, ale postanowiłam dać sobie tę ostatnią szansę.

Dlaczego wzięłaś udział w akcji parowania korektorów z twórcami?

EP: „Dać sobie szansę” – te słowa powinny być mottem tego odcinka. Dziewczyny zaczęły realizować swoje marzenia nie tylko przez przystąpienie do Akademii, ale też przez maksymalne zaangażowanie. Pracowały przez trzy miesiące, by w grudniu ubiegłego roku, na zakończenie IV edycji kursu przystąpić do akcji parowania korektorów z twórcami.

AK: Akcja parowania to jeden z elementów Akademii korekty tekstu, więc wydawało mi się bardzo naturalne, żeby skorzystać z szansy, jaką daje nam Ewa, organizatorka, i żeby po prostu poszerzyć swoje portfolio. To był taki główny motywator do wzięcia udziału w całej akcji. Nie wiedziałam dokładnie, jakiego typu tekst przypadnie mi do korekty, ale na etapie samego zapisu na akcję, już w czasie trwania kursu, mieliśmy możliwość określenia swoich preferencji. Mnie bardzo zależało na doświadczeniu w pracy przy dłuższej formie, przy książce albo e-booku. Mimo że w komunikacji z drugim człowiekiem, z autorami zawsze czuję się dość pewnie, to współpraca z każdym autorem jest zupełnie inna, więc to również było czynnikiem, który zdecydował, że chciałam podjąć współpracę z autorem w akcji parowania. Myślę, że im więcej takich doświadczeń, tym łatwiej w komunikacji z kolejnymi autorami w przyszłości.

EP: Dokładnie tak jest! Ola świetnie scharakteryzowała akcję, ale pozwólcie, że dorzucę jeszcze dwa zdania. Pod koniec Akademii korekty tekstu kursanci idą w świat. Żeby ułatwić im tę drogę, zdecydowałam się organizować akcję parowania z twórcami. Kursanci, którzy zdecydują się wziąć udział, wypełniają ankietę i określają w niej swoje preferencje co do typu tekstu i tematyki. Z kolei autorzy mogą się zgłaszać, żeby oddać do korekty swoje dzieła, maksymalnie do 1 arkusza wydawniczego, czyli 40 tysięcy znaków ze spacjami.

Całość odbywa się pro bono – autor zyskuje tekst po korekcie, a korektor cenne doświadczenie i kontakty. Mile widziane są też referencje od autora, bo taki społeczny dowód słuszności bardzo pomaga korektorom w znalezieniu kolejnych zleceń.

Nie nazywam tej akcji praktykami, bo co prawda korektorzy wiele się dzięki niej uczą, ale to oni występują w roli ekspertów. A autorzy zgłaszają się bardzo różni. Czasem są to właściciele wydawnictw lub portali internetowych, którzy liczą na dalszą współpracę. Czasem self-publisherzy, autorzy blogów, e-booków, podcastów – bo transkrypcje i ich korekty również wchodzą w skład akcji.

Nie wszyscy kursanci zgłaszają się do udziału w parowaniu. Część ma swoje zlecenia płatne i nie potrzebuje już zbierać doświadczenia pro bono. Inni czują, że muszą się jeszcze więcej nauczyć, żeby dobrze się zaprezentować przed autorem – w takim wypadku mogą przystąpić do akcji w kolejnej edycji, choć zawsze zachęcam, żeby czas między edycjami wykorzystać maksymalnie na inicjatywę własną. Wysłanie nawet jednego maila z propozycją współpracy na tydzień może zaowocować wieloma doświadczeniami albo praktykami i po roku kursant już nie potrzebuje akcji parowania. I faktycznie, niewiele osób zgłasza się do niej w kolejnej edycji. Mają już wtedy za dużo pracy.

Co w takim razie powoduje tymi, którzy przystępują do akcji? Przede wszystkim chęć sprawdzenia się w praktyce.

MF: Na kursie zdobyłam wiedzę teoretyczną dzięki licznym pomocom naukowym, których jest naprawdę dużo, oraz wiedzę praktyczną, dzięki warsztatom i próbnym korektom. Wiadomo – nauka nauką, ale dopiero prawdziwa praktyka najwięcej uczy potencjalnego korektora. Zdecydowałam się wziąć udział w akcji parowania twórców z korektorami głównie dlatego, że chciałam sprawdzić siebie. Chciałam zobaczyć, czy korekta bądź redakcja językowa to coś dla mnie, czy moje serce kieruje mnie w dobrą stronę. Właśnie dlatego podjęłam to wyzwanie i sprawdziłam swoje siły w tej akcji.

EP: Jak się przekonacie, Monika nie żałowała swojej decyzji. Z kolei Lidia w akcji parowania upatrywała – całkiem słusznie – szansy na dalszy rozwój:

LP: Do akcji parowania korektorów z twórcami zgłosiłam się, bo uważałam, że ukończenie Akademii bez kontaktu z autorem, zwłaszcza jeśli jest taka możliwość, byłoby trochę niepełne. Byłaby to też zmarnowana szansa na rozwój. Akademia to ogrom wiedzy teoretycznej, którą trzeba przyswoić, ona jest bazą, ale najważniejsza jest praktyka. Podczas tych trzech miesięcy wykonywałam na bieżąco korekty w ramach prac domowych, które były zadane przez Ewę. Jednak możliwość pracy z autorem, i to podanym na tacy, bez szukania na własną rękę, to zupełnie inna bajka. Po tych trzech miesiącach poczułam się już w miarę pewnie i bardzo chciałam spróbować.

EP: Karolina, która wypowie się za moment, podkreśla bardzo ważną rzecz – odwagę. W tym zawodzie to podstawa. Dlatego Akademia to nie tylko kurs, który uczy stawiania przecinków, on także motywuje do działania i pokazuje, że wzięcie spraw zawodowych w swoje ręce jest możliwe. A zacząć można w przyjaznej, bezpiecznej atmosferze.

Karolina P: Zależało mi na tym, żeby się sprawdzić, i to była świetna okazja. Bałam się też, że jeżeli nie pójdę za ciosem i nie wykorzystam od razu w praktyce zdobytej na kursie wiedzy, to utknę z certyfikatem zakończenia kursu, ale bez żadnego doświadczenia. Jak wiadomo, praktyka czyni mistrza i tylko poprawiając coraz więcej tekstów, można szlifować swój korektorski warsztat. Poza tym takie pierwsze kroki zawsze są bardzo trudne i pod skrzydłami Ewy czułam się po prostu pewniej.

EP: W ramach akcji co prawda nie robię drugiej korekty tekstów, nad którymi pracują kursanci zgłaszający się do parowania, ale to nie znaczy, że nie czuwam nad przebiegiem akcji. Grupa kursowa na Facebooku działa od pierwszego dnia Akademii po wsze czasy. Zawsze można się tam zgłosić z pytaniem i mieć pewność, że otrzyma się życzliwą odpowiedź. Jeśli grupy językowe kojarzą się Wam, tak jak to zaznaczała wcześniej Ola, z mało przyjaznymi ludźmi, którzy wytykają sobie nawzajem błędy – porzućcie te wyobrażenia. Już w mojej grupie „Po drugiej stronie książki” doświadczycie zupełnie innej atmosfery, a to, co się dzieje w grupach kursowych, to prawdziwy festiwal wsparcia.

Są jednak osoby, których wcale nie trzeba zachęcać do działania, bo już po trzech miesiącach nauki czują się naprawdę pewnie! Posłuchajcie Ani, która wyjaśnia, dlaczego zdecydowała się na udział w akcji parowania.

AG: Pomijając już fakt, że wydawało mi się to oczywistym zwieńczeniem kursu u Ewy, byłam bardzo ciekawa, jak wygląda współpraca z prawdziwym autorem, który pisze, publikuje i jest dobry w tym, co robi. A poza tym czułam się po prostu przygotowana do czegoś takiego, bardzo chciałam podjąć to wyzwanie i bez wahania w zasadzie się zdecydowałam.

EP: No i pięknie! Ale pamiętajcie, że jeśli po trzech miesiącach nie będziecie jeszcze czuli się na siłach, żeby podjąć podobne wyzwanie – to też jest zupełnie normalne. Praca korektora jest niesamowicie złożona i naprawdę trzeba czasu, żeby poczuć się pewnie w tym zawodzie. Jak mówi Kamila – od startu do akcji parowania mijają tylko trzy miesiące:

Kamila P: Czas Akademii jest krótki – trzy miesiące. To jest intensywny kurs i po tych trzech miesiącach akcja parowania korektorów z twórcami to był fajny moment na usamodzielnienie się, sprawdzenie, ile Akademia wniosła do Twojej wiedzy, ale też sprawdzenie, jak wiele już potrafisz, czy potrafisz sprawiać, że teksty innych stają się piękniejsze. Ja miałam też okazję wziąć udział w akcji jako twórca – wzięłam pod swoje skrzydła dwie dziewczyny, które naniosły poprawki na moje teksty. Na ich korektach też nauczyłam się niesamowicie dużo i zobaczyłam, jak jeszcze wiele mi brakuje, jak jeszcze muszę się podszkolić. Korekta to niekończąca się nauka o naszym języku – i to jest chyba w tym wszystkim piękne. Wzięłam [udział w akcji] – tak jak już mówiłam – żeby sprawdzić, jak przez te trzy miesiące intensywnej nauki mój mózg przepracował te wszystkie zagadnienia i jak potrafił je wcielić w życie.

EP: Kamila zadziałała sprytnie – na dwa fronty. I to był genialny pomysł! Goście odcinka 17 mojego podcastu – autorzy, którzy brali udział w akcji parowania w III edycji Akademii – bardzo mocno podkreślali jej edukacyjny wymiar. Kiedy widzisz swój tekst po zmianach, jeśli tylko się na nie otworzysz, możesz naprawdę wiele się nauczyć. Z jednej strony poznasz zasady językowe, o których wiele osób nie ma pojęcia, bo nikt nas ich nie uczy (poza kursami dla korektorów). Z drugiej strony zobaczysz swoje maniery językowe i powtarzające się literówki. Ja na przykład często mylę końcówki i piszę -ych zamiast -ym albo odwrotnie. Oczywiście wiem, jak odmienić słowo, ale palce piszą swoje, a mózg jest na tyle sprytny, że czyta to, co chciałam napisać, a nie to, co rzeczywiście widzi. Z tym sprytem własnego mózgu korektorzy muszą walczyć, bo inaczej nie będą dostrzegać literówek. Ale to też jest do wypracowania.

Wróćmy do akcji parowania. Oprócz tego, że kursanci wykonują w jej ramach korektę, to jeszcze przejmują na siebie całą komunikację z autorem. Trzeba ustalić zakres zadań, dopytać o jego preferencje, a czasem wytłumaczyć, jak wygląda proces wydawniczy. To też świetna lekcja, bo tak będzie wyglądać ich praca w przyszłości. Posłuchajcie Dagmary:

DM: Chciałam spróbować pracy od A do Z nad tekstem, czyli od pierwszego maila, ustalenia zakresu prac, przez wykonanie samej redakcji, nanoszenie zmian w konsultacji z autorem, aż po feedback od autora. Miałam już okazję pracować z autorem nad jego tekstem, akurat były to teksty beletrystyczne, ale to były zupełnie inne warunki i ciągle ktoś patrzył mi przez ramię, tekst był wielokrotnie kontrolowany, więc nie miałam okazji wykonać w pełni samodzielnej pracy. Akcja parowania była bardzo dobrą okazją, żeby się przekonać o swoich umiejętnościach i sprawdzić swoją wiedzę.

Jakie obawy towarzyszyły Ci w związku z akcją?

EP: Po tych wszystkich pełnych profesjonalizmu słowach możecie mieć wrażenie, że dziewczyny weszły w akcję jak w masło. Ale okazuje się, że były pełne obaw…

DM: Moją pierwszą obawą było to, jaką parę Ewa mi przydzieli. Chodziło mi głównie o tematykę tekstu. Są takie gatunki jak na przykład fantastyka czy literatura kobieca, której nie czytam i nie czułabym się dobrze z takim tekstem. Przed akcją parowania wypełnialiśmy ankietę, w której dokładnie określiliśmy, jakie gatunki i jaka tematyka nas interesują, ale jednak lekki stresik był. Ostatecznie moja para okazała się dobrana idealnie. Była nią Agnieszka Wojtas z bloga Liczysiecontent.pl i w moje korektorskie ręce trafił e-book Agnieszki dotyczący SEO. Czy miałam jakieś obawy? Pewnie: „Jak się z Agnieszką dogadamy?”, „Czy będzie flow?”, ale nie było z tym żadnego problemu, od razu złapałyśmy bardzo dobry kontakt.

EP: Bardzo się staram tak dobierać pary, żeby obie strony były zadowolone. Stąd rozbudowana ankieta, w której można określić swoje preferencje. Ankieta, którą zresztą z edycji na edycję dopracowywałam, bo okazało się, że na przykład nie każdy, kto podjąłby się korekty romansu, poradzi sobie z erotykiem. Oczywiście im szerszy zakres tematyczny się zaznaczy, tym lepiej, bo nie mogę dać gwarancji, że do akcji zgłosi się np. autor powieści historycznych, których akcja rozgrywa się w XIX wieku, do tego w Skandynawii.

Posłuchajmy, z jakimi obawami mierzyła się Karolina.

Karolina P: Przyznam, że tych obaw było sporo, a największa związana była z tym, że to był początek mojej przygody z korektą tekstu. Nie byłam pewna, czy potrafię już wystarczająco dużo, żeby podołać temu wyzwaniu. Oczywiście – kurs trwał trzy miesiące i doskonale mnie przygotował do zmierzenia się z pierwszym poważnym tekstem, ale wątpliwości zawsze towarzyszą początkującym, prawda? Bałam się też, że moje uwagi zostaną opacznie zrozumiane przez autora, a wynika to z tego, że bardzo często moje maile są zbyt formalne, co może prowadzić do różnych nieporozumień. Tutaj jednak lata pisania oficjalnych pism robią swoje. Teraz trochę działam na Instagramie i to uczy pokazywania trochę mniej formalnego oblicza.

EP: To bardzo ciekawy wątek. Relacja pomiędzy autorem a korektorem jest bardzo specyficzna. Muszą sobie nawzajem ufać i umieć ze sobą rozmawiać. I zawsze będzie tak, że współpraca z pewnymi autorami będzie przesympatyczna, a przy innych będziemy się męczyć. Korektor musi być trochę jak kameleon, a trochę jak dobry psycholog. Po pierwsze jego zadaniem jest dostosowanie się do stylu autora. Po drugie – powinien umieć przekazać autorowi, co warto w tekście poprawić, i to tak, żeby autor nie miał poczucia, że ktoś wytyka mu błędy. Poruszałam ten temat w odcinku 10 podcastu, zatytułowanym Redaktor czy psycholog. Moim gościem była wtedy Kinga Rak. Bardzo Wam polecam ten odcinek – pokazuje zupełnie inne oblicze zawodu korektora. Bo jak się okazuje – kwestia relacji i rozmów jest w korekcie bardzo ważna. Przekonuje o tym Ania:

AG: Najbardziej obawiałam się tego, że współpraca z twórcą nie wyjdzie albo że autor się w ogóle nie odezwie i nasza współpraca nie dojdzie do skutku, albo tego, że po prostu nie nawiążemy nici porozumienia i będziemy się ze sobą męczyć. Bałam się też tego, że nie będę potrafiła przekonać autora do swoich propozycji, nie będę potrafiła ich uargumentować we właściwy sposób. Na szczęście okazały się to strachy niepotrzebne, bezzasadne. Autor był również zestresowany, autorka w zasadzie, bo miałam dwie autorki. Była zestresowana i bardzo ciekawa, jak jej tekst zostanie odebrany. Także tutaj na szczęście wszystko się dobrze skończyło. A w tajemnicy powiem Wam, że moim największym strachem było to, że narobię durnych błędów, o których dowie się Ewa, a potem będzie się mnie okropnie wstydzić i w ogóle mnie skreśli z jakiejkolwiek historii Akademii i nie wpuści mnie na konferencję – i to mi się nawet śniło po nocach.

EP: Rozwiewam wszelkie wątpliwości – wszyscy chętni zostali wpuszczeni na pierwszą konferencję Akademii korekty tekstu w Krakowie. Ale konferencja to temat na inny podcast, wróćmy do obaw naszych korektorek. Okazuje się, że kwestia organizacji czasu była też ważnym wątkiem, kiedy decydowały się na udział w akcji.

AK: Obawiałam się, że czasowo nie będę w stanie pogodzić pracy nad tekstem z kursem i jeszcze wieloma innymi prywatnymi obowiązkami. Moje zmartwienia były oczywiście zdecydowanie na wyrost, bo poszczególne lekcje kursu można wygodnie rozplanować w czasie i przerabiać indywidualnie, a sam termin oddania tekstu ustala się bezpośrednio z autorem.

EP: Pamiętajcie, że w pracy korektora po obu stronach barykady stoją ludzie. I szczera rozmowa jest podstawą relacji na linii autor–korektor. Może się Wam wydawać, że autor nie zgodzi się na dłuższy termin, i chcecie od razu zrezygnować ze współpracy, ale najczęściej to tylko Wasze obawy, niemające pokrycia w rzeczywistości. Zawsze trzeba rozmawiać.

Tymczasem posłuchajmy, jak odważnie swoje obawy przełamywała Monika. Pamiętacie, jak mówiła o tym, że przystąpiła do akcji, bo chciała się sprawdzić? Okazuje się, że to był skok na głęboką wodę. Udany zresztą.

MF: Oj, na początku obaw było bardzo dużo. Akcja parowania twórców z korektorami rozgrywała się w trakcie sesji egzaminacyjnej na moich studiach, więc tym bardziej martwiłam się, czym dam radę czasowo. Bałam się też, że nie mam wystarczająco dużo wiedzy, aby zająć się czyimś tekstem. Bałam się też kontaktu z autorem, a dokładniej tego, że będzie nam trudno się dogadać. Moje obawy rozwiała Ewa, która motywowała nas do spróbowania swoich sił. Stwierdziłam, że kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Jeśli na kursie jest akcja parowania twórców z korektorami i jeśli w ten sposób mogę komuś pomóc dopieścić jego tekst i jednocześnie sprawdzić siebie, to jest to idealna droga do przełamywania swoich słabości i pokazania się w świecie korekty.

EP: Dla Dagmary z kolei akcja parowania to był prawdziwy rollercoaster emocji. Wysłuchajcie uważnie jej słów, bo jestem przekonana, że towarzyszą wielu korektorom na początku drogi zawodowej.

DM: Już sam początek był lekko nerwowy. Zadeklarowałam się na przyjęcie dwóch autorów. Pamiętam, że lekko zestresowana czekałam na przydzieloną parę. A samo wysyłanie formularza już było nerwowym procesem, bo po raz pierwszy wpisywałam gdzieś świeżo założony korektorski, profesjonalny adres e-mail i atakowały mnie wątpliwości, czy aby na pewno nie zrobiłam błędu we własnym adresie. Pamiętam, że jeszcze upewniłam się u Ewy, czy wszystko dotarło i czy wszystko jest dobrze wypełnione.

A tak poza tym nerwowym początkiem – pierwszym zmartwieniem, które długo mi towarzyszyło (towarzyszyło mi także przy kursowych tekstach do korekty, które przygotowała dla nas Ewa), było to, czy w ogóle znajdę w tekście jakiekolwiek błędy. Ale to chyba jest typowe zmartwienie nowicjusza, który dopiero zaczyna swoją przygodę z korektą.

Poza tym denerwowałam się, czy dogadam się z autorem – po prostu, bo jestem introwertykiem i wszelkie kontakty międzyludzkie, czasem nawet te internetowe, wywołują u mnie lekki niepokój. To już jest kwestia bardziej personalna, ale jestem trochę nieśmiała w kontaktach z ludźmi.

Poza tym martwiłam się, czy nie za głęboko zaingeruję w tekst autora, czy swoją pracą nie odstraszę go od pracy redaktora, korektora, czy nie zniechęcę go do późniejszego skorzystania z pomocy korekty, czy nie zniechęcę go do samego procesu korektorskiego.

Ale gdy już odgoniłam od siebie te pesymistyczne myśli, to przede wszystkim miałam nadzieję na sprawdzenie swoich korektorskich umiejętności. Potrzebowałam takiego motywacyjnego klepnięcia po plecach i stwierdzenia, że dobrze to robię, że potrafię to robić. I co tu dużo ukrywać, miałam także nadzieję, że wywiąże się z tego jakaś dłuższa współpraca.

EP: Wyobraźcie sobie, że idziecie do sklepu po chleb. Albo zapisać dziecko na basen. Albo kupujecie bilety do kina. Albo umawiacie się na wizytę u fryzjera. Czy towarzyszy Wam w którejkolwiek z tych sytuacji stres? Zakładam, że nie.

A teraz wyobraźcie sobie, że szukacie w sklepie ostatniej sztuki mleka bez laktozy, bo tylko takie możecie pić, a macie ogromną ochotę na kawę. Albo towarzyszycie swojemy dziecku na zawodach z pływania. Albo idziecie na premierę filmu, w którym debiutuje bliska Wam osoba. Albo zdajecie egzamin fryzjerski, który ma Wam otworzyć drogę do kariery. Czy teraz towarzyszy Wam stres? Zakładam, że tak.

Jesteśmy pełni obaw w sytuacjach, na których nam zależy. Jeśli nie kupię chleba, to zjem na śniadanie owsiankę – i może nawet lepiej na tym wyjdę. Jak dzisiaj się nie dostanę do fryzjera, to pójdę za tydzień – grzywką zakryję siwiznę i jakoś ujdzie. A jak bilety do kina czy na basen się skończą, to pójdę na spacer. To nie są sprawy życiowej wagi. Ale jeśli w grę wchodzą nasze marzenia, wielkie plany, również zawodowe – obawy są naturalne. Najważniejsze, żeby się im nie poddać. Bój się i rób. Miej obawy, ale działaj. Zrób pierwszy krok, drugi będzie łatwiejszy. A jak ktoś jeszcze przy tym weźmie Cię za rękę i poklepie po plecach, to droga okaże się nie taka trudna, jak się zapowiadało.

Żeby optymistycznie zakończyć wątek obaw, posłuchajmy Kamili, która pewnie szła po swoje, również dlatego, że uczestniczyła już wcześniej w akcji jako twórczyni.

Kamila P: Ojej, jako takich obaw to raczej nie miałam. Wiedziałam, jak to wygląda od strony twórcy, więc wiedziałam, że od strony korektorskiej będzie wyglądało to tak, że to ja otrzymam tekst, który będę musiała poprawić, a nie odwrotnie, i jako takich obaw związanych z akcją nie miałam. Po prostu od początku, jak tylko już wiedziałam, że dołączę do Akademii, wiedziałam, że będę chciała wziąć udział w tej akcji, żeby się sprawdzić – żeby sprawdzić, jak ten intensywny kurs przekłada się na praktykę.

*

O tym, jak akcja parowania z twórcami wyglądała w praktyce i czego nasze korektorki się dzięki niej nauczyły, posłuchacie w kolejnym odcinku podcastu, który ukaże się jeszcze w tym tygodniu.

Jeśli nabraliście ochoty na spróbowanie swoich sił w zawodzie korektora, zapraszam Was do moich miejsc w sieci – śledźcie moje konta na Instagramie, na Facebooku, zapiszcie się na mój newsletter. I zobaczcie, jak korekta wygląda od kulis. Kiedy poczujecie, że czas na więcej, będą na Was czekać szkolenia na stronie https://kurskorektytekstu.pl, a raz do roku, na początku września będziecie mieć okazję dołączyć do Akademii korekty tekstu. I być może w kolejnej akcji parowania z twórcami to Wy zmierzycie się ze swoimi obawami i pełni nowo zdobytej wiedzy zdecydujecie się wypróbować ją w praktyce. Trzymam kciuki za Wasze plany i za odwagę do spełniania marzeń.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *