Praca w domu z dzieckiem

Praca w domu z dzieckiem, czyli szkoła odpuszczania

 

Znajomi i nieznajomi często zadają mi pytanie: czy możliwa jest praca z dziećmi w domu? Odpowiadam błyskawicznie i błyskotliwie: to zależy. Zależy od tego, ile jest dzieci, ile mają lat, na czym polega praca i jak wiele osoba w ten sposób pracująca potrafi odpuścić.

Moja przygoda z pracą w domu z dzieckiem zaczęła się nieco ponad sześć lat temu, kiedy urodził się mój pierworodny. Chciałabym napisać, że taki tryb zatrudnienia to był mój świadomy wybór, ale o ile „wybór” to dobre słowo, to już „świadomy” nie pasuje nic a nic. Ja zwyczajnie nie miałam zielonego pojęcia, jak trudne to będzie zadanie. A los i tak był dla mnie łaskawy, bo syn rozwijał się książkowo, jadł, spał i nie sprawiał większych problemów. Zmyliło nas to do tego stopnia, że 20 miesięcy później na świecie pojawiła się nasza córka, a kolejne 20 miesięcy później drugi syn. Gdzieś w międzyczasie zaczęły się schody.

Metoda interwałów

Bo, moi drodzy, praca w domu z dzieckiem wcale nie wygląda tak jak na pięknych zdjęciach na Instagramie i zabawnych statusach na Facebooku. Owszem, da się uchwycić klimatyczne kadry, a obserwowanie, jak dzieci rosną, sprawia wiele satysfakcji, ale za tym wszystkim kryje się drugie dno, z którego trzeba sobie zdawać sprawę i przyjąć je za normę – żeby uchronić się przed depresją, wyrzutami sumienia i poczuciem, że nic nam w życiu dobrze nie wychodzi.

Moja praca wymaga maksymalnego skupienia. Nie mogę równocześnie redagować tekstu i rozmawiać z dzieckiem albo układać z nim puzzli. Musiałam więc nauczyć się maksymalnie koncentrować na jednej rzeczy, w razie potrzeby przeskakiwać na inny temat i znów wracać do swojego zajęcia. Czasem interwały były kilkuminutowe. Jeśli miałam szczęście – dostawałam kilkanaście minut do wykorzystania. Dlatego właśnie najłatwiej pracowało mi się, kiedy dzieci były małe. Póki nie przemieszczały się na duże odległości i nie mówiły, do szczęścia wystarczała im moja obecność i jedzenie. A ja pracować mogłam nawet przy karmieniu – do naniesienia poprawek na tekst wystarczy jedna ręka. Później rozkładałam grzechotki na ziemi, siadałam obok z laptopem i redagowałam książki.

Wyłania się z tej historii obraz wyrodnej matki, która dziecko traktuje jak przedmiot do obsłużenia i myśli ciągle o pracy. Nic bardziej mylnego! W czasie, gdy moje dzieci były ze mną w domu, pracowałam co prawda przez cały dzień, „interwałami”, ale gdyby zsumować te wszystkie minuty, okazałoby się, że sprawy zawodowe zajmowały mi maksymalnie 1/5 obecnego „etatu”. Przez bardzo długi czas współpracowałam tylko z jednym wydawnictwem. Stałą współpracę z kolejnym nawiązałam dopiero po narodzinach trzeciego dziecka (pierwsze chodziło już do przedszkola). Teraz tych stałych zleceń mam o wiele więcej. Z dziećmi w domu nie mogłabym sobie na taką aktywność pozwolić. To one były wtedy najważniejsze, praca była jedynie dodatkiem. Ważnym, ale dodatkiem.

Metoda odpuszczania

Teraz także dzieci są na pierwszym miejscu. Ale przez magiczne osiem godzin, które spędzają w przedszkolu, ja mogę się poświęcić pracy. Przychodzą jednak takie dni jak wczorajszy. Dzieci zmęczone po weekendowym wyjeździe do Warszawy nie nadawały się do przedszkola. Ja też nie nadawałam się do pracy, ale mnie nikt nie pytał o zdanie. W najgorszej kondycji był najmłodszy, ale zostawiłam w domu całą trójkę. I tu wracamy do wyjściowego „to zależy” – z trójką roczniaków miałabym armagedon, ale moje przedszkolaki łatwiej ogarnąć, jak są „w kupie” i zajmują się sobą nawzajem. Co nie zmienia faktu, że armagedon to dobre słowo na opisanie wczorajszego dnia. Chcecie zobaczyć, jak praca z dziećmi w domu wygląda naprawdę? To posłuchajcie.

Oczywiście zaspaliśmy. Najlepszy Mąż i Tata podrzucił nam rano świeże bułki i ewakuował się na bezpieczne pozycje, czyli do swojej korpopracy. Na skrzynce pocztowej czekały już na mnie wiadomości – od trzech dni jej nie sprawdzałam – więc pozwoliłam dzieciom chwilę jeszcze się pobawić i zejść na śniadanie później. Potem same przygotowały sobie płatki na mleku. Odnotowałam na wieczór: „Umyć podłogę w kuchni”.

Praca w domu z dzieckiem bajki na DVD

Nadszedł najtrudniejszy moment dnia, kiedy musiałam przetrwać z trzema aktywnymi dziećmi mniej więcej do godziny 12.00, kiedy najmłodszy idzie spać. Mam to szczęście, że moje przedszkolaki same wymyślają sobie zabawy. Szczęście w nieszczęściu. Jeśli jeszcze raz usłyszę „Pokochaj pluszowego misia” albo „Gąski, gąski, do domu!”, to zacznę poważnie myśleć o ucieczce (niepoważnie myślę o niej codziennie). Dzieci malowały też farbami („Wyprać firanki”), myły pędzle w umywalce („Osuszyć łazienkę”) i nagrywały filmy o sobie samych („Doładować telefon, jak już przestanie się lepić”). Ja zdążyłam przygotować plan pracy na ten tydzień. Co zazwyczaj zajmuje mi 15–20 minut.

Praca w domu z dzieckiem farby

Samo południe. Sprawę drugiego śniadania załatwiliśmy na szybko bananami. Młodszy idzie spać, a starsi mogą usiąść do bajki. Oficjalnie po to, żeby hałaśliwą zabawą nie obudzić brata, a nieoficjalnie po to, żeby matka mogła wreszcie zacząć pracę. Być może są na świecie mamy, które potrafią pracować w domu z dzieckiem i nigdy nie włączać mu telewizora. Ja w razie potrzeby wykorzystuję ten sprzęt jak każdy inny, dzięki któremu mogę kupić kilka minut spokoju. Odpisałam na maile, przygotowałam dwie szybkie korekty, ogarnęłam firmowy Instagram i dopracowałam e-book, który miał się ukazać kolejnego dnia na moim hobbystycznym blogu. Syn się obudził.

Praca w domu z dzieckiem Kolorowanki

Ponieważ w dni, kiedy nie ma przedszkola, ciepły posiłek jemy razem z Tatą w formie obiadokolacji po jego powrocie z pracy, teraz przygotowaliśmy sobie wypasione kanapki – bułki z rana posmarowaliśmy miodem i zjedliśmy ze smakiem. Oczywiście jako perfekcyjna pani domu zazwyczaj serwuję swojej rodzinie własnoręcznie wypiekane pieczywo i do każdego posiłku przygotowuję porcję warzyw. Ale kiedy trzeba zająć się pracą i dziećmi, a dzień wcześniej nie było okazji, żeby spędzić wieczór w kuchni – odpuszczam. Tego też musiałam się nauczyć.

Ostatnie godziny przed powrotem Taty z pracy to dogorywanie. Dzieci są już zmęczone, mnie zaczyna frustrować wizja wieczoru spędzonego nie z lampką wina, ale z pracą i lampką wina. Korekty dużej książki, którą miałam skończyć w tym dniu, jeszcze nawet nie ruszyłam. Na szczęście moja praca obejmuje zazwyczaj zlecenia, na których wykonanie mam 1–2 tygodnie. Jeden dzień wykasowany z tego planu nie może wszystkiego zepsuć. Będę pracować dziś wieczorem, ale jutro wszystko wróci do normy. O ile dzieci pójdą do przedszkola…

Metoda priorytetów

Uwielbiam moje dzieci. Bardzo lubię moją pracę. Ale kiedy te dwie rzeczywistości się łączą, tylko jedna z nich może wybić się na plan pierwszy. I zawsze będą to dzieci. To właśnie dlatego firmę założyłam dopiero, kiedy wszystkie poszły do przedszkola. Teraz od czasu do czasu zdarzają się jeszcze takie dni jak dzisiejszy, ale im dzieci są starsze, tym jest łatwiej.

Jeśli kiedykolwiek zapragniecie pracować w domu z dzieckiem, bo uznacie, że to idealne dla Was rozwiązanie – śmiało spróbujcie. Ale zastanówcie się, z czego będziecie musieli zrezygnować. Być może Waszym kosztem będzie nie do końca perfekcyjnie wysprzątany dom, być może nie będziecie mieć siły na poczytanie książki wieczorem, a może nie zdołacie brać na siebie tyle zleceń, ile byście chcieli. W każdym razie coś będzie musiało pójść w odstawkę. Dlatego zanim zdecydujecie się na pracę z dzieckiem, ustalcie swoje priorytety. I ich się trzymajcie. Choćby perspektywa bycia perfekcyjnym w każdym calu kusiła pięknymi instagramowymi zdjęciami.

A Ty? Pracujesz czasem z dziećmi w domu?

Zapisz się na darmowy webinary 2020 nie tylko dla korektorów
W kategorii: Zawód: freelancer.

22 Comments

  1. Cały czas pracuję w domu i rzeczywiście łatwiej było, kiedy córa była malutka. Spała w ciągu dnia i była dużo mniej absorbując. Teraz często potrzebuje towarzystwa do zabawy, a że rodzeństwa nie ma, a tatuś ciągle w pracy (w innym województwie), na pogotowiu jest zawsze mamusia 🙂 U mnie jest o tyle łatwiej, że ja już bardzo rzadko redaguję książki, więc nie potrzebuję takiego skupienia. Teraz w wydawnictwie zajmuję się głównie marketingiem, więc głównie tonę w mailach, tworzę oferty i – sporadycznie – muszę gdzieś zadzwonić. Oczywiście dziecko potrafi zacząć piszczeć a pies zacząć szczekać w najmniej odpowiednim momencie, ale da się to przeżyć 🙂

    Podziwiam Cię, że radzisz sobie z trójką. Ja przy mojej jednej dwulatce czasem dostaję świra i dużo częściej niż Ty na poważnie myślę o ucieczce 😀

    • To zabrzmi jak banał, ale z trójką jest łatwiej niż z jednym 🙂 Dlatego właśnie tego dnia, o którym piszę, zostawiłam wszystkie dzieci w domu, mimo że starszaki mogły spokojnie iść do przedszkola. Przynajmniej zajęły się małym bratem 🙂

      A u Was rysuje się jakieś przedszkole na horyzoncie?

      • Tak, myślę, że za rok gdzieś młodą zapiszemy. Uważam, że dzieci wśród rówieśników wychowują się zupełnie inaczej i nie chciałabym, żeby moja córka całe dzieciństwo spędziła w moim towarzystwie. Cudownie jest spędzać razem czas, ale to zdecydowanie nie to samo, co rozwój przedszkolny 🙂

        • Mam podobne zdanie 🙂 Nie posyłaliśmy dzieci do żłobka, bo pracowałam w domu, a takim maluchom jednak lepiej przy mamie. Ale przedszkole świetnie ich rozwinęło. Nie żałuję, że tam chodzą 🙂

  2. Kiedy siedziałam z córką w domu, przez prawie rok miałam naprawdę wystarczająco czasu by blogować, by zająć się domowymi obowiązkami – wiem, że mało która kobieta może sobie na to pozwolić – dlatego nie czułam się przeciążona macierzyństwem. Potem poszłam do korpopracy 😉 i już wszystko co później w domu było trudniejsze do wykonania właśnie dlatego,że stęskniona córka oczekiwała uwagi od rodziców. Trzeba było się obowiązkami domowymi podzielić. Teraz kiedy 2 dziecko w drodze zastanawiam się, jak my to wszystko ogarniemy.. 🙂 Pozdrawiam

    https://matkowac-nie-zwariowac.blogspot.com/

    • Chyba Cię nie pocieszę, jeśli powiem, że czas podwójnego macierzyństwa był dla mnie najtrudniejszy. Paradoksalnie łatwiej już mi jest z trójką 🙂 Ale też wiele zależy od dziecka. Ja miałam zawsze zasadę, że nastawiam się na apokalipsę. I jakoś mi lżej było, jak się okazywało, że AŻ TAK źle nie jest 😀

      • Dlaczego z 3jką łatwiej? (Mam 2jkę chłopców, jeden w przedszkolu). U mnie to jest ciągła walka z sobą. Co wybrać? Dziecko? Dom? „Praca”? Interwały są straszne! Doprowadzają mnie do rozpaczy. Niesamowite, ile kiedyś człowiek miał czasu i jak bardzo tego nie doceniał. Napisałaś świetny artykuł! Czytało się znakomicie i myślę, że wielu mamom się przyda. 🙂 (Czytałam w interwałach :)). Blog jest piękny. Drugi blog równie fajny. Pozdrawiam serdecznie!!!

        • Dziękuję za miłe słowa 🙂

          Wiesz, często się zastanawiam, o co chodzi z tym, że z trójką jest łatwiej, ale naprawdę jest!

          Może rzecz w tym, że człowiek uczy się odpuszczać. Bo naprawdę nie da się wszystkiego dopiąć perfekcyjnie przy tylu dzieciach i tylu obowiązkach. Okazuje się nagle, że jak nie wyprasujesz spodni, to świat się nie zawali. Ba! Świat tego nawet nie zauważy!

          A może chodzi o to, że te starsze robią się automatycznie bardziej samodzielne. Młodszy ciągnie do nich. A rodzic nie ma już pokusy, żeby dzieci w wielu rzeczach wyręczać, bo zwyczajnie nie ma na to czasu 😉 W efekcie 6-latek sam odrabia zadania domowe z zerówki, 4-latka wkłada naczynia do zmywarki, a 3-latek potrafi tę zmywarkę z powodzeniem rozpakować i poroznosić większość rzeczy po szafkach.

          Gdyby mi ktoś przy pierwszym dziecku powiedział, żebym posłała go jako 3-latka do rozpakowania zmywarki, to bym się popukała w głowę 🙂

          A w takim dużym „stadzie” wszyscy sobie muszą pomagać, bo inaczej zwariują 😀

          • O! Dziękuję za odpowiedź. Czyli kluczem do sukcesu jest nauka samodzielności. Marzy mi się 3jka ale się boję. : ) U nas jednak najbardziej absorbujący jest starszy syn. Młodszy radzi sobie sam ze wszystkim, ma 1,5 roku i też mi pomaga opróżnić zmywarkę. Starszy zasiada na krzesełku i mówi: „Mamo! Mów do mnie: „wasza wysokość” i podaj mi łyżeczkę :D”. Przedszkolak 🙂 4 lata :). Jeśli znajdziesz chwilę napisz mi jeszcze jak sobie radzisz z wyjazdami? Sklep? Zoo? Nie gubią się?

          • Tak by z tego wynikało – samodzielność starszych bardzo pomaga. Nie wiem, czy to kwestia wieku 🙂 Moja Córka ma 4,5 roku i robi w domu trzy razy więcej niż jej Bracia. Potrafi po nich posprzątać cały pokój (mimo że jej zabraniam, bo sami mają to robić!), wszystko im oddaje. Ją to autentycznie cieszy. Nie wiem, co z niej wyrośnie 🙂

            A co do wyjazdów – moi są przyzwyczajeni, bo Dziadków mamy daleko, więc od zawsze wszędzie ich ze sobą zabierałam – na zakupy, do urzędów, do lekarzy, oczywiście na spacery itp. A do tego dopiero od 1,5 roku mam prawo jazdy, więc wszędzie poruszaliśmy się na piechotę albo tramwajami/autobusami. Póki był wózek, było super – mieliśmy podwójny.

            Teraz robię tak, że muszą iść przede mną, zachęcam ich też, żeby trzymali się za ręce. Ewentualnie ja trzymam jedno albo dwoje za rękę. Trzecie idzie przodem albo doczepia się do Brata albo Siostry 😉 Ja kręcę głową naokoło i co chwilę do nich mówię, jak się oddalają albo zatrzymują. Bosko 😛

            Zazwyczaj się słuchają, ale oczywiście mieliśmy sytuacje, kiedy np. najmłodszy zgubił się w Ikei (chował się między wiszącymi dywanami) itp. Często jestem po takich wyprawach do sklepu wykończona 😉

            O, jak byli mali, to chusta pomagała albo mei-tai. Teraz jeszcze czasem bierzemy MT dla najmłodszego, ale już bardzo rzadko, bo ciężki się zrobił 😉

  3. Ja niestety przy Bąblu nie mogę zrobić czegokolwiek, co wymaga głębszego skupienia. Mogę zająć się jedynie takimi czynnościami, które wykonuję zupełnie automatycznie – czyli wszelkie prace związane ze sprzątaniem i „obsługą” mieszkania – natomiast posty blogowe czy jakiekolwiek drobne zlecenia załatwiam wtedy, kiedy Junior już śpi albo wybywa gdzieś z tatą. Moje dziecko na widok włączonego komputera po prostu „wchodzi mi na głowę” – i czasami nawet wysłanie zwykłego kilkuzdaniowego maila graniczy niemal z cudem 😉

    • U mnie też tak było długi czas. Ale powoli dzieci się przyzwyczaiły. Plus jest taki, że w ogóle im nie przychodzi do głowy, że na komputerze można grać. Komputer służy mamie do pracy. Ewentualnie do drukowania kolorowanek 🙂

  4. Znam temat doskonale. Od jakiegoś czasu usilnie pracuję na siebie i to wymaga nakładów czasu i skupienia, które przy dobrych wiatrach i współpracy córki, mam dopiero kiedy pójdzie spać. Ale wtedy jest już późny wieczór i marzę jedynie o położeniu się spać 🙂

    I tak pomału wprowadzam pewną poranną rutynę, w trakcie której tak układam nasze zajęcia, żeby znaleźć te pół godz. na ogarnięcie tego i owego. Ale co to jest pół godz…. i tak jak napisałaś – interwały. Bardzo to męczące, chwilami wręcz frustrujące, ale jak inaczej, skoro inaczej się na chwilę obecną, nie da?

    Pozdrawiam,
    Diana

    • Oj, tak, to jest bardzo męczące – szczególnie psychicznie. Cały czas masz z tyłu głowy, że musisz dziś jeszcze zrobić „to, to i to”, a dziecko np. nie chce zasnąć…

      Zawsze mnie bawiło, jak znajomi mówili: ty to masz fajnie, pracujesz w domu, to sobie i obiad ugotujesz, i pranie postawisz, i posprzątasz. Zupełnie jakby te czynności nie zajmowały czasu albo jakby praca sama się robiła „w międzyczasie” 🙂

  5. Wróciłam na etat, gdy moi synowie mieli 1,5 roku. Choć przed ciążą mogłam sobie pozwolić na home office, tak teraz ani razu tego nie zrobiłam. Świadomie. Gdy tylko mój laptop znajdzie się w pobliżu Twinsów, wciskają każdy klawisz i każdą świecącą diodę.
    Podziwiam z całego serca Mamy, pracujące z domu.
    Ale przeczytałam od deski do deski i wgląda mi na to, że bardzo rozsądnie i fajnie to sobie poukładałaś. Są zawody, w których się to nie uda. Są takie, gdzie da się pracować mniej więcej elastycznie.

    • To prawda – wiele zależy od zawodu. Ja teraz wspominam te lata pracy z dziećmi już z perspektywy czasu i powoli przykre wspomnienia mi się zacierają. Ale nie było lekko. Tyle że ja odpuściłam szybki rozwój zawodowy, zadowalając się tylko tym, żeby robić cokolwiek i nie wypaść na parę lat z „obiegu”.

      A laptop…:) Mój egzemplarz z czasów pracy z najstarszym synem nie ma kilku klawiszy 🙂

  6. Mam 10-miesięczniaka, który strasznie szybko się nudzi, wszędzie chce iść (akurat nie tu gdzie siedzi mama), od kilku dni usypia tylko w wózku na spacerze, a po przekroczeniu progu domu się budzi… także… jest ciężko 🙂 a ja chciałam z nowym rokiem wrócić do aktywności zawodowej. Mam wrażenie, ze jak była 2-3 miesięcznym maluchem miałam więcej czasu.

    • Mam podobne doświadczenia. Ten wiek około roku jest chyba najtrudniejszy. Dziecka jest wszędzie pełno, a jeszcze nie potrafi się na dłużej skoncentrować i czymś zająć. Ale dzieci rosną. Na szczęście 🙂

  7. Pani Ewo, ja odpuściłam. Pracuję nocami jak Ulcia już śpi. Najtrudniejszy był pierwszy rok. Pracę kończyłam praktycznie codziennie o 4 nad ranem. Pobudka o 7. Nie da się na dłuższą metę. I tak wytrzymałam długo. Frustracja i zmęczenie dały mi się we znaki. Do tego spora utrata na wadze. Dziś pracuję maksymalnie do 3 nad ranem gdy Ulcia jest chora i spędzam z nią czas w ciągu dnia. Moje interwały musiałyby trwać 3-4 minuty. Na więcej nie mam szans. Ulcia chce siedzieć na kolanach i patrzeć co mama robi. Bawi się sama tylko wówczas gdy ja robię jakieś rzeczy, które ją nie interesują – np. gdy zmywam. Praca z dzieckiem w domu to wielkie nieporozumienie w moim przypadku. Do godziny 12:00 ogarniam dom, ubranie siebie i dziecka, śniadanie dziecka i drugie śniadanie dziecka, pościelenie łóżka, wstawienie prania, dwukrotne przebranie pieluchy. O 12:00 Ulcia idzie spać i to jest mój czas żeby… zjeść. Na więcej czasu już nie ma, bo Ulcia się budzi. I tak do 20:00. Potem praca. Żłobek to cudowna instytucja, ale niestety okresy zimowe to wieczne choroby. Podziwiam Panią za te interwały. Podziwiam….

    • Zmiana z zasypiania o 4 nad ranem na zasypianie o 3 to nadal niesamowicie wykańczający tryb pracy… Znam to z doświadczenia – u mnie tak wyglądał czas od połowy października do końca ubiegłego roku. I już te 2,5 miesiąca wystarczyły, żeby zniszczyć mi zdrowie i całą przyjemność z pracy, opieki nad dziećmi czy prowadzenia domu.

      Proszę mnie nie podziwiać, ja po prostu odpuściłam – pracę. Na czas, kiedy dzieci były w domu. Bywały dni, kiedy wszystko szło idealnie, ale bywały takie, kiedy nie byłam w stanie zrobić absolutnie nic. Poza tym moje dzieci zawsze bardzo dużo spały. Trzylatek do dziś ma 2-godzinną drzemkę w dzień, bez której nie jest w stanie dotrwać do wieczora. To zbawienne przy pracy w domu.

      Nie wiem, na czym polega Pani praca, ale wiem, że naprawdę nie warto zarywać nocy. Organizm wariuje, jeśli nie dostanie odpowiedniej dawki snu. A dzieci rosną bardzo szybko. Niedługo Pani córeczka pójdzie do przedszkola, pewnie będzie już odporniejsza, będzie łatwiej.

      Przy okazji – polecam wypróbowanie syropu z czosnku. Od 2 lat podaję go dzieciom zaraz przy pierwszych objawach przeziębienia. I od 2 lat moje opuszczają w przedszkolu co najwyżej tydzień jesienią i tydzień zimą przy okazji jakiegoś lekkiego przeziębienia. Nie brały od tego czasu antybiotyków. Dla mnie to prawdziwa magia 🙂
      http://baby-w-kuchni.blogspot.com/2015/05/syrop-z-czosnku.html

  8. Przerabiałam to samo 7 lat temu i od września czeka mnie to samo od nowa. Ale nie wyobrażam sobie inaczej. Moim szczęściem było i jest to, że perfekcjonizmu oduczyła mnie jeszcze na studiach współlokatorka – po prostu po kilku próbach doprowadzenia jej do porządku odpuściłam. I z dzieckiem też odpuszczałam. Pracowałam tyle ile mogłam w ciągu dnia. W nocy spałam. Naczynia mogą się pozmywać wszystkie razem wieczorem, zabawki też można pozbierać jednorazowo przed snem. Firanki mam wysoko 😉 A cała reszta, no cóż, już nie zmywam podłogi kilka razy dziennie. Zarazki też gdzieś muszą się rozmnażać 😀

    • Zarazek też człowiek 😀
      Na początku trudno odpuścić, bywa bardzo ciężko, ale przez te lata z dziećmi w domu zawsze sobie powtarzałam, że mam ogromne szczęście, bo mogę widzieć je, jak się rozwijają, przez te pierwsze najważniejsze lata. Nie zabrał mi ich żłobek.

      Wiem, że nie każdy ma taką możliwość. Tym bardziej trzeba to doceniać.

      Życzę powodzenia na wrzesień!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *