My first 7 jobs - Moje pierwsze 7 prac

#Myfirst7jobs – od lutowania do własnej firmy

Przez całe lato krążył w sieci hashtag #myfirst7jobs. Blogerzy i wszyscy inni, którzy zagarnęli kawałek Internetu dla siebie, opowiadali swoje historie „pracownicze”. A ponieważ moja własna historia zbliżała się wtedy akurat do apogeum wielkiej rewolucji, dołączam do tego łańcuszka z lekkim opóźnieniem. Zobaczcie, dlaczego nie zostałam specem od lutowania.

1. Mistrzyni lutownicy

Miałam naście lat, kiedy Tata zlecił mi pierwszą wakacyjną pracę. Lutowałam czujki. Nie pytajcie mnie, co to takiego. Mój Tata, automatyk przemysłowy, pewnie umiałby to wytłumaczyć – ja zapamiętałam tylko małe druciki, które trzeba było ze sobą połączyć rozgrzanym kawałkiem metalowego spoiwa. Wtedy po raz pierwszy toczyłam walkę z czasem, przechodząc drogę od jednej czujki na godzinę do jednej na kwadrans! Byłam w tym całkiem dobra.

2. Inspicjent

Zupełnie nie rozumiem, dlaczego z takim doświadczeniem nie poszłam na inżynierskie studia. Po maturze złożyłam papiery na edytorstwo do Krakowa. Ale zanim zaczęłam zgłębiać tajniki znaków korektorskich, dotknęłam wielkiego świata. Pracowałam dorywczo jako inspicjent przy koncertach, m.in. na festiwalu Pejzaż bez Ciebie (już niedługo kolejna edycja – oglądajcie koniecznie!). Poganiałam Marię Sadowską, żeby szybciej zbierała się z garderoby na scenę, szukałam Mietka Szcześniaka, który zgubił się za kulisami, i prowadziłam filozoficzne dyskusje z Maciejem Miecznikowskim. Do tej pory mam w komórce numer telefonu żony Marka Grechuty. Tak na wszelki wypadek…

3. Prace, których nie było

Czas studiów to przede wszystkim okazja do podjęcia pracy dorywczej. Zawsze chciałam zostać kelnerką albo rozdawać ulotki. Takie marzenia 20-latki. Raz nawet dostałam się do drugiego etapu rekrutacji do czekoladziarni. W międzyczasie dostałam jednak pracę w czasopiśmie i z kariery kelnerki zrezygnowałam. Ta czekoladziarnia zresztą szybko padła. Pewnie dlatego, że nie mieli okazji mnie zatrudnić.

4. „Ciocia” od wszystkiego

Nie ominęła mnie za to inna klasyczna studencka praca dorywcza – opieka nad dziećmi i korepetycje. Przygotowywałam młodzież do matury z języka polskiego (to było straszne!), uczyłam 9-latkę angielskiego (miała problemy z zapamiętaniem liczb, więc często grałyśmy w bingo po angielsku – do dziś podziwiam swoją kreatywność z tamtych lat). Raz nawet zajmowałam się trojgiem rodzeństwa polsko-francusko-niemiecko-anglojęzycznego. Teraz sama mam trójkę dzieci*, ale tamte były jakieś grzeczniejsze…

* W październiku 2016 roku, kiedy pisałam ten tekst, nie wiedziałam jeszcze, że ponad 1,5 roku później ta informacja się zdezaktualizuje.

5. Marketing and PR manager

Brzmi dumnie, ale w tej pracy zatrzymałam się tylko na miesiąc. Zatrudniałam się jako redaktor, a okazało się, że mam zajmować się reklamą. Mimo że szło mi – nie chwaląc się – genialnie, uniosłam się honorem i odeszłam po miesiącu (ech, młodość). To był magazyn o tematyce weselnej. Przyjęli mnie na to stanowisko, bo w liście motywacyjnym napisałam, że przed kilkoma dniami wzięłam ślub, więc znam się na rzeczy. Banalne, co? Ale podziałało.

6. Specjalista ds. szkoleń

Dokładnie rok temu przeżyłam etap zmęczenia materiału. Miałam już dość korekt, chciałam się wyrwać do ludzi. Propozycja objęcia stanowiska sprzedawcy i organizatora szkoleń dla pielęgniarek spadła mi jak z nieba. Nic to, że zupełnie inna branża. Nic to, że nie miałam o tym zielonego pojęcia. Zaangażowałam się na 100% i… znowu się udało! Wkrótce jednak i ta przygoda się skończyła.

7. EwaPopielarz.pl – czyli wreszcie na swoim

Przez te wszystkie lata (no, może z wyjątkiem czasów czujek i lutowania) równolegle pracowałam jako redaktor i korektor. Zaczynałam od poprawiania recenzji na niszowych portalach – za darmo. Potem zaczęłam te recenzje pisać – za książki. To właściciel jednego z takich portali zaproponował mi posadę sekretarza redakcji w swoim czasopiśmie. Biegałam do redakcji, kończyłam dzienne studia, zdawałam egzaminy na Studium Dziennikarskim. A potem zapukało do mnie życie – ślub, dzieci, zaczęłam pracować z domu. Kolejni autorzy polecali mnie swoim znajomym, budowałam bazę kontaktów…

Po 10 latach założyłam własną firmę. Było to dokładnie 9 sierpnia 2016 roku, w dniu urodzin mojego Taty, który zatrudnił mnie jako pierwszy. Historia zatoczyła koło.

A Ty? Jaka jest Twoja historia?

Zapisz się na darmowy webinary 2020 nie tylko dla korektorów
W kategorii: Zawód: freelancer, Zawód: redaktor.

37 Comments

  1. Lubię tę serię i myślę, że jest jedną z najbardziej interesujących na blogach ostatnimi czasy, ale…

    Muszę się odnieść do czegoś zupełnie innego. Jestem pod wielkim wrażeniem strony, jest piękna! Gratuluję!

  2. Ja zaczynałam od pracy na taśmie produkcyjnej 😉 Z czasem jakoś się to wszystko wyklarowało i znalazłam swoją pasję i robię to co kocham.

  3. Fajnie tak przeczytać czyjąś historię sukcesu. Ja swoją pracę zaczynałam jako sprzedawca gazety pod kamienicą, w której mieszkałam 🙂 Na swoją firmę jeszcze się nie odważyłam, jeszcze szukam siebie w wielkim pracowniczym świecie 🙂 trzymam kciuki i życzę powodzenia w prowadzeniu działalności 🙂

  4. Cóż, w porównaniu z Tobą moja kariera zawodowa, to flaki z olejem. Dwa lata po ukończeniu liceum za namową znajomego rozpoczęłam działalność gospodarczą.-sektor handlu, usług gastronomicznych, transport. Trwało to 22 lata, kiedy nastąpiło zmęczenie materiału. Byłam wypalona i rozpaczliwie potrzebowałam zmiany. Wraz z 1-wszym stycznia 2016r zamknęłam firmę i postawiłam wszystko na jednej szali. Miałam plany, ale wiele z tego nie wyszło. Po prostu musiałam odpocząć. Dopiero teraz, pomału przystępuję do ich realizacji. Otwiera się nowy rozdział mojego życia. Obecnie skupiam się na blogu, tworzeniu własnych projektów i współpracy z firmą kosmetyczną . Swoją drogą miałaś bardzo ciekawe i urozmaicone życie, a tego co się nauczyłaś nikt Ci nie zabierze :). Pozdrawiam i życzę sukcesów w budowaniu firmy 🙂

    • Bardzo, ale to bardzo podziwiam ludzi, którzy potrafią po wielu latach przewrócić swoje życie do góry nogami. Nie wiem, czy ja bym się na to zdobyła.

      Wiem za to, że wszystko jest kwestią właściwego podejścia. Spójrz na moją historię – można by ją przedstawić w zupełnie innym świetle. Powiedzieć, że nigdy nie pracowałam na etacie, że skakałam z kwiatka na kwiatek, że ostatecznie wybrałam „ciepłą posadkę”, czyli wyuoczony zawód, ale ryzyko założenia firmy podjęłam dopiero po 10 latach nauki i budowania kontaktów.

      Tak samo u Ciebie – 22 lata dobrze prosperującej firmy! Przecież to jest dopiero sukces! Świat się zmieniał nie do poznania, a Twoja firma cały czas robiła swoje. A teraz zupełnie nowe projekty, nowe myśli, jeszcze dużo jest do zrobienia 🙂

      Trzymam kciuki za te wszystkie plany! I pozdrawiam ciepło, mimo że jesiennie! 🙂

      • Wiem, że dla pewnych osób tak też może wyglądać Twoja historia. Uważam że każdy z nas powinien popróbować z niejednego pieca chleb jeść. Człowiek na przestrzeni lat rozwija się i doskonali. To co będzie pasjonujące dla 20 czy 30 -sto latki, niekoniecznie już dla 40-stki. Dlatego powinniśmy mieć odwagę do zmian i poszukiwań tego co może nas uszczęśliwiać. Przy czy nie ważnym jest jak długo będą te poszukiwania trwały i ile lat będziemy mieli kiedy zaczniemy je realizować. Ważnym jest aby być szczęśliwym i u schyłku życia móc powiedzieć- tak, niczego nie żałuję .
        Dziękuję bardzo i również pozdrawiam…kiedy w sercu radość to zawsze jest cieplutko, bez względu na porę roku 🙂

  5. Ja dopiero dążę do tego by „BYĆ NA SWOIM” pomalutku stawiam pierwsze kroki jeśli chodzi o kreaowanie wizerunku itd. w sieci. Kilka lat blogowania za mną, więc doświadczenie jest.

    • To zazwyczaj długa i żmudna praca. U mnie się tak poukładało, że większa część roboty działa się poza siecią. Ale każda droga jest dobra, o ile prowadzi do celu 🙂 Trzymam kciuki!

  6. Ewa! Twoje CV jest chyba grubości książki 🙂 Widzisz,każdy od czegoś zaczynał. Swoimi własnymi siłami wypracowałaś sobie miejsce, w którym jesteś teraz. I to godząc obowiązki zawodowe z rodzicielskimi 🙂 Gratuluję, podziwiam i polecam 🙂

  7. Fajny, szczery wpis. Ja piszę teksty, przeprowadzam wywiady od kilku miesięcy. W blogosferze jestem na początku drogi. Nigdy wcześniej nie zajmowałam się pisaniem, ale od kilku lat zrozumiałam, że sprawia mi to dużo radości to dlaczego by nie spróbować? Jak mi poszło, oceńcie sami !

    • Wszystko się da przedstawić tak, żeby na końcu wyszło idealnie 😉 Cieszę się, że życie się tak ułożyło, że się nie musiałam nad nim nagłowić na wiele.

      Za gratulacje dziękuję 🙂 Właśnie moja Trójca koliduje z moją firmą, bo mi się drą nad głową chorzy. Ale nikt nie mówił, że będzie lekko 😉

  8. Jak przeczytałam o tym lutowaniu, to mi się przypomniało, że kiedyś nawijałam druciki na jakieś szklane elementy i to się robiło z użyciem takiej maszyny, która kręciła tym drucikiem. Kosmos jakiś 😀 To była taka dorywcza praca w domu, też miałam naście lat i pomagałam (dla odmiany) mamie 🙂

    • Wygląda na to, że miałyśmy podobne początki 😀 Ja to lutowanie nawet lubiłam. Wtedy jeszcze myślałam, że w przyszłości zostanę inżynierem. No cóż… Przynajmniej mam w kieszeni maturę z matematyki 😉 I świadomość, że „jakby co”, to zawsze mogę rzucić pisanie i wrócić do lutowania 😉

  9. Świetnie piszesz, bardzo mi się to fajnie czytało. Poniekąd jesteśmy koleżankami po fachu – też jestem redaktorką w czasopiśmie. Zastanawiam się, czy miałam jakieś zabawne zajęcia w życiu – może, gdy na obozie studenckim w dawnym NRD dorwałam się do… młota pneumatycznego. Ij trzęsło 🙂 pozdrawiam

  10. Bardzo podoba mi się Twój styl pisania 🙂 Tak lekko i z humorem. I od razu przypomniała mi się moja pierwsza praca: szlifowałam i rozbijałam metalowe koronki w gabinecie dziadka (był technikiem dentystycznym) 🙂

  11. Chwileczkę. Dlaczego piszesz o moim tacie? 😉
    Niesamowita zbieżność: ta sama data urodzin (nie wnikam, który rok), ten sam zawód (ciekawe, czy zdobyty na tej samej uczelni). I córka korektorka, której podobało się w dzieciństwie lutowanie 🙂

  12. Bardzo ciekawy wpis i w ogóle bardzo mi się tu u Pani podoba ? A znalazłam Pani stronę dlatego, że szukałam jakiś dodatkowych informacji o zawodzie korektora.
    Miałaby Pani jakieś rady dla osobu, która nie ma w tym doświadczenia a chciałaby je zdobyć? Czy samemu zgłaszać się z ofertą do wydawnictw, portali internetowych? Nastawić się najpierw na darmowe korekty, aby na początku zdobyć zlecenia, które z czasem będzie można wpisać do CV? ? Z góry dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam ?

    • Bardzo mi miło 🙂

      Początki w tym zawodzie są trudne – jak (prawie) wszędzie. Trzeba cały czas się doszkalać (internetowa Poradnia PWN + „Edycja tekstów” Wolańskiego). A poza tym ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć. Na początek dobrze jest robić korekty nawet za darmo. To nie tylko wpis do portfolio, ale też nauka. A później trzeba słać maile z propozycją współpracy. Zazwyczaj kandydat na korektora dostaje próbkę tekstu do zrobienia – można w ten sposób potwierdzić swoje umiejętności, nawet jeśli nie ma rozbudowanego portfolio.

      W przyszłym tygodniu startuje mój newsletter dla osób zainteresowanych kursem korekty tekstu, ale też dla tych, które chcą poznać zawód korektora i trochę się podszkolić. Co tydzień będę wysyłać różne informacje językowe i edytorskie, czasem z ćwiczeniami – to może być też dobry sposób, żeby zacząć się szkolić. Będę o newsletterze informować na blogu i w mediach społecznościowych. Zapraszam! 🙂

      • Serdecznie dziękuję za odpowiedź 😀 Z chęcią zapiszę się do newslettera bo na pewno będzie tam dużo przydatnej wiedzy 🙂 Pozdrawiam

        • Taki właśnie jest plan – żeby było dużo wiedzy 🙂

          Newsletter już w przyszłym tygodniu. Muszę tylko wcześniej przygotować niespodziankę dla zapisujących się. A to będzie bardzo fajna niespodzianka 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *