Korekta w czasach zarazy – co zmienił wirus w pracy korektora

Minął miesiąc, więc wszyscy mamy już niejakie doświadczenie w oswajaniu nowej rzeczywistości. Mam nadzieję, że za jakiś czas, gdy wrócimy do tego wpisu, złapiemy się za głowę, bo sytuacja będzie się nam wydawała niewyobrażalna. Ale tymczasem spójrzmy na życie korektorów (i pewnie także innych freelancerów) w czasach zarazy. Zróbmy to z lekkim przymrużeniem oka – w ten sposób rzeczywistość zawsze wygląda nieco bardziej optymistycznie.

1. Praca w czasach zarazy

Naprawdę nie wiem, jak niesowy funkcjonują w tych warunkach. Nigdy jeszcze tak nie doceniałam umiejętności skupienia się w nocy – nie muszę nawet zużywać zapałek, lata praktyki przy dzieciach zrobiły swoje. Ktoś powinien mnie jeszcze nauczyć, jak po takiej nocce wstawać skoro świt i jak się skupić przy nieustanym jazgocie, a będę mogła odtrąbić sukces. „Odtrąbić”, bo hałas staje się moim naturalnym środowiskiem.

2. Rozmowy z dziećmi w tle

Dzień dobry. Odłóż to, bo wylejesz. Chciałabym zapytać Musisz skakać przez kanapę? Nie da się przejść naokoło? czy moje zamówienie No chyba żartujesz! Nie maluje się kredkami po podłodze! zostało już Jeszcze raz zobaczę tego slime’a na dywanie, to skleję Wam nim piżamy, jak będziecie spać! wysłane.

[Rozmówca się rozłączył].

3. Masowa ucieczka w e-booki

Dzięki #zostańwdomu przekonaliśmy się, że większość społeczeństwa ma następujące hobby: sprzątanie, Netflix, książki, Netflix, spożywanie drożdży i Netflix. Zauważcie, że mniej więcej w połowie tej stawki plasują się książki, a w szczególności gwarantujące sprzedaż bezkontaktową e-booki.

I teraz koniec śmiechów, czas na poważne tematy. Czy wiecie, dlaczego wielu wydawców stroni od wprowadzania na rynek tytułów w formie e-booka? Bo e-booki łatwiej skopiować, to oczywiste. Dlaczego wydawcy się tego boją? Bo ludzie kopiują e-booki. I nie są to rzadkie przypadki. Różnie to usprawiedliwiają – mówią, że tak wartościowe treści nie mogą się marnować, że to przecież tylko dla koleżanki, nikt od tego nie zubożeje. I tak dalej, i tym podobne.

Nie przyjmujcie e-booków, które ktoś oferuje wysłać Wam mailem, kiedy pytacie o jakąś książkę. Jeśli Wasz budżet nie pozwala na kupno kolejnej książki, wypożyczcie ją z biblioteki albo wykupcie subskrypcję legalnie działającej bazy z e-bookami. Szanujmy pracę autorów, redaktorów, tłumaczy i wydawców. Dzięki temu będą mogli dalej działać.

4. Kosmiczne zasięgi postów

Cała Polska siedzi w domu i jak nie ogląda Netflixa, to scrolluje internet. A ponieważ drożdże niedługo zaczną się psuć, to blogi kulinarne mają swoje żniwa. Może będzie to dla Was niespodzianka, ale moim drugim miejscem w sieci – o wiele starszym niż to – jest właśnie blog kulinarny. Od pół roku nie tknęłam go palcem, bo pracowałam intensywnie nad Akademią korekty tekstu, więc możecie sobie wyobrazić, jakie było moje zdziwienie, kiedy tydzień temu zajrzałam w statystyki.

Unikalni użytkownicy:

  • luty 2020: 37 954
  • marzec 2020: 51 754

W kwietniu ta liczba dobiła już do 60 tysięcy, a został nam jeszcze tydzień.

Wniosek? Zakładajcie blogi kulinarne! Do końca kwarantanny zbierzecie kilkutysięczną publiczność, a potem szybko przekształcicie blog w dowolny inny, związany z Waszą profesją. Nigdy wcześniej zdobycie zasięgów nie było tak łatwe. Genialne, co? Nie dziękujcie!

5. A może jednak dam radę być swoim własnym korektorem?

Na zakończenie nieco smutna odsłona pierwszych tygodni spędzonych w czasach zarazy. Strach, niepewność i dezinformacja odbiły się na wszystkich. Zaczęły się cięcia, a w czasie cięć pozbywamy się kogo? Oczywiście osób, które są na końcu łańcucha pokarmowego, czyli… korektorów. Żadne szanujące się wydawnictwo nie pozwoli sobie na wydrukowanie tekstu bez korekty, ale już agencje marketingowe czy copywriterskie mogły zacząć kombinować, że skoro znają się na słowach, to jakoś sobie sami poradzą.

Na moją skrzynkę przychodziły maile z prośbą o opinię na temat takich autokorekt. Nikt mnie nie pytał, co o tym myślę, chodziło o wskazanie ewentualnych niedociągnięć. Zwykle okazywało się, że słowo „ewentualnych” należy szybko usunąć, bo do poprawy było jeszcze wiele. Co jest zupełnie zrozumiałe – autor nie musi być korektorem. Ten, kto pisze, ma za zadanie wymyślić tekst i nadać mu kształt. O zewnętrzną formę dba korektor. Zawsze tak było i – miejmy nadzieję – zawsze będzie. To układ idealny, symbioza, która sprawdza się doskonale w świecie słów. Odcięcie ostatniego ogniwa sprawi, że cała reszta łańcucha będzie sobie dyndała w nieładzie, bo to korektor spina całość i nadaje ostatnie szlify. Na szczęście większości autorów i twórców nie trzeba o tym przekonywać.


Jak zmieniło się Wasze zawodowe życie, gdy zamknięto nas w domach? Patrzycie z optymizmem w przyszłość? Pamietajcie – kiedyś będziemy się z tego śmiać. A jakiś korektor przyjdzie i powie, że w słowie „pamiętajcie” w poprzednim zdaniu jest literówka. I będziecie wiedzieć, że świat nadal się kręci.

Zapisz się na darmowy webinary 2020 nie tylko dla korektorów
W kategorii: Zawód: redaktor.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *