Recenzje

„Harry Potter i przeklęte dziecko” – recenzja

Harry Potter i przeklęte dziecko - recenzja

[przeciągłe milczenie, zakończone westchnieniem]

I na tym powinnam zakończyć recenzję ostatniego tomu Harry’ego Pottera. W trakcie lektury spisywałam co prawda myśli, które przychodziły mi do głowy, i sądziłam, że na ich podstawie stworzę zgrabny tekst. Tyle że ponad połowy z nich nie mogę przytoczyć, bo zdradziłabym za dużo fabuły.

Taki właśnie jest ten Harry Potter – kiepska jakość, dużo powtórek, zero przesłania, mało wartości dodanej. Pamiętam jeszcze mój pierwszy „potterowy” post na Facebooku. Pisałam, że książka jest przewidywalna, że żeruje na sympatii do poprzednich części, ale że kompletnie mi nie to przeszkadza. Wybrzmiały mi w głowie znajome imiona: Albus, Severus, Hermiona, Ron, i cieszyłam się, że mam okazję znowu być w Hogwarcie. Zostawiłam na boku wysublimowane literackie dywagacje i postanowiłam po prostu cieszyć się lekturą.

Nie udało się

Tu powinnam podać przykłady małych fabularnych tragedii, które sobie wypisałam, ale nie zrobię tego, żeby – mimo wszystko – nie psuć Wam lektury. Mogę jedynie zapewnić, że rzeczywiście wrócicie do Hogwartu, że poznacie dzieci bohaterów serii i że autorzy będą się bardzo starali, żeby znowu było odrobinę strasznie. Ale im się to nie uda.

Wiem, że fani Pottera i tak sięgną po Przeklęte dziecko, dokładnie tak, jak ja to zrobiłam. Ale ponieważ w ankiecie przeprowadzonej przez Merlin.pl i Harry-Potter.net.pl aż 57% pytanych stwierdziło, że ich zdaniem ta część będzie co najmniej tak dobra jak pozostałe – czuję się w obowiązku ostrzec Was i wspomnieć o co najmniej dwóch kwestiach.

Dramat nr 1: dialogi

Ósma część serii o Hogwarcie to zapis scenariusza sztuki teatralnej. A co jest najważniejsze w teatrze? Dialogi. Tymczasem na ponad 300 stronach książki w zaledwie kilku miejscach czuć powiew stylu J.K. Rowling – i to głównie w didaskaliach. Te miejscami były naprawdę dobre, lekko ironizujące, przyciągające uwagę. Może rzeczywiście sama autorka serii maczała w tym palce? Natomiast cała reszta była po prostu… żenująca.

Żeby to udowodnić, przeprowadźmy mały eksperyment. Z jakiej książki pochodzi poniższy cytat?

„Zróbmy sobie dziecko!”

Na którym miejscu umieścilibyście Harry’ego Pottera? Jestem przekonana, że nawet nie w pierwszej setce. I wcale nie chodzi o to, że bohaterom przybyło lat i zrobiła się z tego opowieść dla dorosłych. Nie, ona próbuje pozostawać w konwencji poprzednich części serii, tylko że jej się nie udaje.

Dramat nr 2: bohaterowie

Tu trzeba uczciwie przyznać – nie wszyscy wypadli źle, ale wszyscy są do bólu przewidywalni. Całkiem przyjemnie było znów usłyszeć Hermionę. Zadziwiająco dobrze został nakreślony Draco Malfoy. Harry jest za to odrobinę nijaki. Redaktorzy tomu szybko wyjaśniają w opisie na okładce, że nie ma się czemu dziwić:

„Harry Potter nigdy nie miał łatwego życia, a tym bardziej teraz, gdy jest przepracowanym urzędnikiem Ministerstwa Magii, mężem oraz ojcem trójki dzieci w wieku szkolnym”.

Jako przepracowana korektorka, żona i matka trójki dzieci w wieku przedszkolnym zgadzam się w zupełności, że walki z Voldemortem to przy tym mały pikuś. Niech więc Harry pozostanie, jaki jest. Ale tego, co w Przeklętym dziecku zrobiono z Ronem, nie da się wybaczyć. Pamiętam go jako trochę dziwacznego i strachliwego, ale niezwykle sympatycznego chłopaka. Takiego, z którym można się zaprzyjaźnić na śmierć i życie. Bo nawet jeśli palnie jakąś głupotę, to wiadomo, że bez złych intencji, bo ma serce na dłoni i w razie potrzeby potrafi wykazać się najwyższą odwagą, żeby stanąć w obronie przyjaciół.

Kilkanaście lat później postawiono przed nami niedojrzałego mężczyznę, który prowadzi sklep z gadżetami, na każdym kroku zawstydza swoją córkę, a jego żony nie dziwią nawet jego najbardziej żenujące zachowania. To on wypowiada słowa, które przytoczyłam parę akapitów wyżej. Jedyne, co mi przychodzi do głowy, kiedy myślę o Ronie z ósmej części Harry’ego Pottera, to… Tata Świnka. Kojarzycie bajkę o Śwince Peppie? No właśnie…

Czy żałuję, że przeczytałam ostatni (czy na pewno ostatni?) tom słynnej serii J.K. Rowling? Zdecydowanie nie. Dawno już tak się nie cieszyłam na powrót do wymyślonego świata. I dawno nie zarwałam nocy, żeby skończyć rozdział, a potem kolejny, i kolejny.

Ale czy to jest dobra książka? Zdecydowanie nie.

Co myślisz o Przeklętym dziecku? Czekam na Twoją opinię!

Komentarzy: 32

  1. Brzmi groźnie 😀 Ja moją przygodę z HP skończyłam na tomie pierwszym. Łudzę się, że wrócę do niego, jak moje dzieci będą odpowiednio starsze. 😉

  2. Chyba najciekawsza recenzja, z jaką się zetknąłem przy okazji nowego Pottera. Z przyjemnością pochłaniałem każde zdanie, każdy akapit, aż do samego końca. Jakość tekstu bezdyskusyjna 🙂

    Może jestem dziwny, ale mnie potteromania nigdy nie dotknęła. Przeczytałem pierwsze trzy tomy przygód HP i choć uważam je za sprawnie napisaną literaturę rozrywkową, jakoś nie rwałem się (do tej pory się nie rwę) do sięgnięcia po kolejne tomy. I nie wydaje mi się, bym w najbliższej przyszłości miał sięgnąć akurat po tę część, którą zrecenzowałaś, zwłaszcza że wśród opinii czytelników i recenzentów przeważają głównie głosy negatywne.

    Tak czy inaczej, warto było zajrzeć, miło było poczytać. Pozdrawiam ciepło.

    1. Aż się zarumieniłam, dziękuję 🙂

      Ja sama Potterem zaraziłam się dopiero 2 lata temu. Dostaliśmy całą serię w prezencie, pierwszy zaczął czytać mój Mąż i jakoś mu się udało mnie też do tego namówić. Dwa tomy mnie nie zachwyciły, od trzeciego zaczęło się robić ciekawie, a potem wpadłam po uszy.

      „Przeklęte dziecko” – no cóż… To ewidentnie gratka dla fanów. Gdybym od tego tomu zaczęła przygodę z Potterem, na pewno nie przeczytałabym żadnej innej części.

      1. No cóż, prawda jest taka, że fani zdążyli zatęsknić, a HP to wciąż marka warta miliony, jeżeli nie miliardy. Dlatego wydano ten twór. Zły czy nie, hajs będzie się zgadzać 😉

    2. Pierwszy tom jest właśnie dla dzieci. Potem robi się ciekawie! Szczerze zachęcam, żeby spróbować 🙂
      Ja mojemu 6-latkowi właśnie zaczęłam czytać pierwszą część. Już się wkręcił, ale on słuchałby z uwagą nawet, jakby mu czytać książkę telefoniczną. Taki typ 😉

      1. Na moim Facebooku wypowiadała się jedna osoba, która czytała nowego Pottera po francusku. Mówiła, że nie odniosła wrażenia, że dialogi były słabe. Może to faktycznie tłumacze coś popsuli. A są inni niż w poprzednich tomach (przynajmniej w stosunku do wydania, które mam w domu).

  3. Do książek o Harrym Potterze nie zaglądałam do dzieciństwa, może pora odświeżyć moje wspomnienia o Hogwarcie. Co do najnowszej książki, zapewne spróbuję przeczytać ją w oryginale i sprawdzić czy te kanciaste dialogi są wynikiem tłumaczenia czy po prostu tym razem zabrakło magii.

  4. Mam zamiar niebawem przeczytać i sama wydać osąd. Post świetnie napisany. Pozdrawiam i zapraszam do siebie.

  5. Boli jak miałbym kupić nawet za 20 zł, a po przeczytaniu 100 stron odłożyć na półkę 😛 Lubię mieć ładne półki 😉

  6. Nawet nie kupuję, czytanie scenariusza mija się z celem. Scenariusz ma zostać odegrany, a nie przeczytany. To tak pomijając już kwestię fabuły. 🙂

    1. Nie mogę się do końca zgodzić 🙂 Cały dramat jako rodzaj literacki jest w pewnym sensie „zapisem scenariusza”. Balansuje na granicy literatury i teatru. A bez dramatu literatura polska i światowa nie byłaby już taka sama.

  7. Ha, z miłą chęcią czytam różne recenzje na temat nowej książki / scenariusza i raczej na pewną sięgnę, gdy kolejka książek się zmniejszy, do lektury 🙂 pozdrawiam i będę częściej zaglądał 🙂

  8. Nie czytałam, mam ochotę sięgnąć po książkę, ale nie spodziewam się wiele, już tzw. zakończenie serii nie było zbyt dobre (jak dla mnie), a po tę część sięgnęła bym bardziej z sentymentu.

  9. Mam wielką ochotę siegnąć po te książkę. Z każdej strony widzę niepochlebne opinie, ale chyba nawet to mnie nie zniechęci 😉 nie nastawiam się już jednak na powrót do Harrego Pottera w starym stylu, ale z ciekawościa przeczytam 😉

    1. Do starego stylu faktycznie daleko. Ja miałam bardzo dobre nastawienie, zaczynając lekturę. Pierwsze kilkadziesiąt stron nawet mi się podobało. Ale wniosek końcowy nie mógł być inny jak lekkie rozczarownie. Ale mimo to – nie żałuję, że czytałam. I to jest dziwne 🙂

      1. Albus jako Ron (eliksir wielosokowy) kiedy próbował odciągnąć Hermionę od gabinetu w którym byli Scorpius i Delphi (jako Harry i Hermiona)
        W sumie akurat ten tekst pasował, swoją głupotą przypominał trochę Harry’ego który próbował przekonać Snape’a, że Ronnil Wazlib to jego pseudonim :v

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *