Press enter to begin your search

O mnie

Predyspozycje

Mam na imię Ewa i właściwie nigdy nie powinnam zostać korektorem.

Po pierwsze, w dzieciństwie pewne słowa i litery zlewały mi się
w jedno. Maciej, Marcin, Michał, Mateusz – nie widzę większych różnic między tymi imionami. Mieszały mi się też literki: p, g, b, d. Pierwszą „minus piątkę” w szkole podstawowej dostałam z dyktanda, podczas którego napisałam „pocian” zamiast „bocian”. Na szczęście na klawiaturze te znaki są daleko od siebie.

Po drugie, pochodzę z Podkarpacia, obecnie mieszkam
w Małopolsce. A południe ma swój język. My tu wychodzimy na pole, wracamy na mieszkanie i dopiero wtedy ubieramy (tak, ubieramy!) pantofle, a przy naszych łóżkach stoją nakastliki. Szkoda tylko, że ten język nie ma wiele wspólnego
z ogólnopolską polszczyzną, której używam jako korektor.

Po trzecie, skończyłam liceum o profilu matematyczno-fizycznym, a na maturze zdawałam „rozszerzoną” matematykę, mimo że wtedy nie było to jeszcze obowiązkowe. Choć akurat logika
w pracy korektora bardzo się przydaje.

Ewa Popielarz redakcja i korekta tekstów
p

Doświadczenie

Słowem pisanym zajmuję się od ponad 10 lat. W międzyczasie skończyłam studia magisterskie z filologii polskiej (specjalność: edytorstwo i komunikacja medialna) na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie i Studium Dziennikarskie przy tej uczelni. Nauczycielem nie zostałam, bo zamiast kursu pedagogicznego wybrałam zajęcia z informatyki i przygotowanie do certyfikatu ECDL (Europejski Certyfikat Umiejętności Komputerowych).

Nigdy nie potrafiłam rozstać się na dobre z matematyką, a edytorstwo stało się dla mnie idealnym połączeniem logiki i literatury. Bardzo się cieszę, że ktoś kiedyś wymyślił ten zawód.

Za kulisami

Prywatnie jestem żoną jednego męża i mamą trójki przedszkolaków. Nie śpię, nie jem, pamiętam o wszystkim, robię po cztery rzeczy naraz, znam odpowiedź na każde pytanie i umiem czytać w myślach – ot, jak każda matka. Kiedy tylko uda mi się oszukać czas i mam chwilę dla siebie – czytam, chodzę na długie spacery ze słuchawkami na uszach albo przesiaduję w kuchni. Efekty tego ostatniego publikuję na kulinarnym blogu.

Nieustannie poszukuję sposobu na przedłużenie dnia. I motywacji, by przetestować metodę mojego taty:

Doba ma 24 godziny. W porywach do 26, jeśli wstaniesz dwie godziny wcześniej.
p