Press enter to begin your search

Zofia Posmysz „Królestwo za mgłą” – recenzja, której nie było

Zofia Posmysz „Królestwo za mgłą” – recenzja, której nie było

Kiedy zaczynam nową książkę, zawsze biorę do ręki kartkę i długopis. Kartka staje się moją zakładką, a długopis – nośnikiem myśli. Na bieżąco notuję swoje wrażenia, to, co mi się podoba lub nie, to, o czym chciałabym opowiedzieć, kiedy już odłożę książkę na półkę. W przypadku Królestwa za mgłą, zapisu rozmów Michała Wójcika z Zofią Posmysz, od początku było inaczej.

Nie miałam w planie czytać tej książki. Ba, nie miałam nawet w planie jej kupować! Trafiła do naszego domu niespodziewanie, o czym piszę niżej – pod instagramowym zdjęciem. Miałam ją odłożyć na półkę, bo byłam właśnie w trakcie lektury Hardej Elżbiety Cherezińskiej, a nie lubię przerywać raz rozpoczętej książki. Zajrzałam tylko na moment… Dwa dni później rzeczywiście odłożyłam wywiad z Zofią Posmysz na półkę – przeczytany.

W międzyczasie nic nie zanotowałam. Kiedy uzmysłowiłam sobie, że naprawdę nie wycisnę z siebie ani jednego słowa na temat tej książki, i kiedy odłożyłam długopis – bardzo mi ulżyło. To nie jest lektura do notowania, tylko do przeżywania. Nie, to też złe słowo. Jak przeżyć coś takiego? Wspomnienia Zofii Posmysz trzeba po prostu przeczytać. To czytanie w najczystszej postaci. Wyłącznie czytanie. Po prostu czytanie. Aż czytanie.

 

Zofia Posmysz – niespodziewane spotkanie

Mój Syn w Niedzielę Palmową był na urodzinach kolegi w jakimś klubiku w galerii handlowej. Czekałam na niego trzy godziny – przygotowałam korektę na papierze, potem zabrałam się za pracę na laptopie, ale mój komputer jest już tak wiekowy, że bateria pada mu po niecałej godzinie. Zostało mi jeszcze sporo czasu, a nie miałam ze sobą żadnej książki. Cóż było robić…

Czytałam dużo literatury wojennej, ale wspomnienia Zofii Posmysz to zupełnie inna półka. Przekręcasz kartki, coraz głębiej zanurzasz się w czyste zło, a przy tym masz cały czas w pamięci okładkowy portret bohaterki. Jej delikatność, uśmiech i oczy. Oczy.

A Ty? Jak odbierasz taką literaturę?

  • Na wstępie chcę Ci powiedzieć, że już dawno nie widziałem równie inspirującej strony. Ogromnie mi się tu podoba i zostaję na dłużej.

    Teraz jednak czas na pytanie. Czy użyte przez Ciebie w tekście określenie „przekręcasz kartki” to też jakiś regionalizm? Nigdy się z czymś takim nie spotkałem. Jak to jest?

    • Przede wszystkim – bardzo dziękuję za miłe słowa.

      A co do kartek – bardzo możliwe, że to regionalizm. Jestem z Rzeszowa, a u nas, na Południu, jest wiele wyrazów i wyrażeń, których nie ma nigdzie indziej. Na papierze bym tak nie napisała, ale kiedy mówię, górę biorą przyzwyczajenia z dzieciństwa. Zupełnie mnie to określenie nie razi i jestem niemal pewna, że moja rodzina też tak mówi, więc najprawdopodobniej tak właśnie jest – rzeszowskie naleciałości.

      Pamiętam, jak bardzo się zdziwiłam, kiedy zorientowałam się, że moi znajomi z Północy nie mają pojęcia, co to jest nakastlik. Dla mnie to było oczywiste. Takie południowe smaczki 🙂

      • Martyna Posłuszna

        Pani Ewo, świetna strona:) Zwłaszcza dla mnie jako początkującej redaktorki i korektorki. Jeśli chodzi o Zofię Posmysz – polecam także jej powieści – głośną „Pasażerkę” (pisałam o niej pracę licencjacką – to niesamowita historia tekstu, który funkcjonował jako słuchowisko, nowela filmowa , niedawno powstała też – co budzi kontrowersje – opera) oraz „Wakacje nad Adriatykiem” (chyba wznowił je niedawno Znak) i opowiadanie „Chrystus oświęcimski”. Nie jest to łatwa proza, ale z całą pewnością wartościowa.

        • Bardzo dziękuję! Mam nadzieję, że niedługo będzie więcej „korektorskich” tekstów, ale póki co czasu mam tak mało, że blog leży i skamle o uwagę 🙂

          W wywiadzie Zofia Posmysz dużo opowiada o „Pasażerce” i innych swoich książkach. Mam je już zapisane w kolejce do czytania. Tyle że ta kolejka jest bardzo długa. Ale dotrę do nich na pewno. Dziękuję za polecenie!

  • Tak szczerze mówiąc, to nie przepadam za literaturą wojenną i jej unikam. Jest dla mnie dość przygnębiająca. A jakie wrażenie zrobiła na Tobie Harda? Mi bardzo się podobała. Na nocnym stoliku czeka teraz na mnie Królowa :).

    • Mnie zawsze ciągnęło do literatury wojennej. Jeszcze w czasach szkolnych czytałam jej sporo. Zawsze mną wstrząsa, ale w jakims masochistycznym porywie ciągle do niej wracam.

      „Hardą” przerwałam dla tego wywiadu i jeszcze do niej nie wróciłam. Ale początek bardzo obiecujący. Mój Mąż przeczytał już wszystko Cherezińskiej, co mieliśmy w domu, i jest zachwycony. Jak tylko uporam się z nadmiarem pracy, wrócę do „Hardej” na pewno 🙂