Press enter to begin your search

Harry Potter 15 lat temu, czyli moje pierwsze teksty

Harry Potter moje pierwsze teksty gazetka szkolna

Harry Potter 15 lat temu, czyli moje pierwsze teksty

Moje życie zawsze kręciło się wokół książek i pisania, ale też wokół matematyki i liczenia. W gimnazjum (jestem „rocznikiem Czarnobyla” i królików doświadczalnych testujących gimnazja i nową maturę) wybrałam same ścisłe fakultety, w liceum poszłam na mat-fiz, a na maturze oprócz języków zdawałam rozszerzoną matematykę. Ale nie zmienia to faktu, że już w wieku kilkunastu lat całą moją matematyczną klasę zaangażowałam w prowadzenie gazetki szkolnej. Tam też publikowałam swoje pierwsze teksty – ja, „ścisłowiec” z aspiracjami do studiowania na AGH.

Gazetka szkolna matematyków

Naszej gazetce nadaliśmy nazwę „Gimmat” – to był przełom XX i XXI wieku, z Internetem łączyliśmy się pikającymi modemami na kilka minut dziennie, Facebook jeszcze nie wspierał naszej kreatywności, a o namingu nikt nie słyszał. Zostawmy nazwę. Wierzcie mi lub nie, ale w mojej matematycznej klasie nie było osoby, która nie napisałaby do gazetki choćby jednego tekstu. Każdy numer był gruby, a materiału mieliśmy tyle, że musieliśmy odrzucać artykuły! To najlepszy dowód na to, że pisać może każdy, trzeba tylko mieć dobrą motywację.

Do mojej dawnej gazetki szkolnej wróciłam w związku z dużym projektem, nad którym niedługo zacznę pracować. Będzie związany z książkami, warsztatami, Warszawą i szkołą. Jeśli śledzicie mój fanpage na Facebooku, to na pewno nie ominą Was szczegółowe informacje na ten temat, ale póki co nic więcej powiedzieć nie mogę. Już teraz proszę Was o przypomnienie sobie swoich gazetek szkolnych, ewentualnie gromadzenie tych współczesnych, nad którymi pracujecie Wy (jeśli jesteście nauczycielami), albo Wasze dzieci. Wkrótce poproszę Was o pomoc i te materiały się przydadzą.

Harry Potter moje pierwsze teksty gazetka szkolna

Anno Domini 2002

A teraz zabieram Was w powrót do przeszłości. Jest rok 2002. Na ekrany kin właśnie wchodzi ekranizacja książki Harry Potter i Kamień Filozoficzny, a w polskich szkołach wybucha dyskusja na temat okultyzmu, czarnej magii i ksiąg zakazanych. Wtedy jeszcze nie byłam fanką Harry’ego – przeczytałam jeden tom, obejrzałam film. Pomyślałam: ot, zrobiona z rozmachem bajka, nic zachwycającego, ale też nic specjalnie zdrożnego.

Będzie musiało minąć 12 długich lat, żeby urodził się mój Syn, który na chrzcie dostanie w prezencie całą serię Harry’ego Pottera (po dwóch poprzednich chrztach Biblie wylewały się nam już z półek). Na wakacjach roku 2014 usiądę i przeczytam wszystkie tomy, jeden za drugim, potem obejrzę wszystkie ekranizacje i będę płakać z bólu, kiedy ukaże się kontynuacja Przeklęte dziecko. Ale wtedy, w roku 2002, całkowicie na chłodno napisałam tekst, który nazwałam górnolotnie „felietonem w obronie zdrowego rozsądku”. I dziś chcę Wam ten artykuł pokazać.

Uwaga! W poniższym tekście nic nie zmieniałam. Pokazuję go w takiej formie, w jakiej został stworzony przez niespełna 16-letnie dziecko. Nie byłabym jednak godna miana korektora, gdybym nie wskazała błędów. Widzicie je zaznaczone na różowo. Nie mogłam się też powstrzymać przed pewnymi komentarzami – te zapisałam w nawiasach kwadratowych.

A jak już przeczytacie, to pokażcie Wasze pierwsze teksty! Wklejcie je w komentarzu albo wrzućcie link, jeśli można je znaleźć gdzieś w sieci. Czasem warto wrócić do początków, żeby zobaczyć postęp. Ja na przykład po 15 latach zdecydowanie lepiej odmieniam imię „Harry”.

„Harry Potter” – bajka czy zakazana lektura?

Ostatnimi czasy wiele kontrowersji wzbudza książka pani J. K. Rowling – nauczycielki języka angielskiego – pod tytułem „Harry Potter”. Zamieszanie związane z tą lekturą nie ominęło też naszej szkoły [pikanterii dodaje fakt, że była to szkoła katolicka]. I tak na lekcjach języka polskiego, religii, a nawet na godzinach wychowawczych spieramy się czy zaliczyć książkę do grona „lektur zakazanych”, czyli do tzw. „czarnej listy”, czy może okrzyknąć Harrego wzorem ucznia i idolem młodzieży. Odpowiedź jak zwykle mieści się pośrodku.

Pamiętajmy, że Potter, tak jak zresztą każdy książkowy bohater, nigdy nie będzie w pełni prawdziwym człowiekiem. Wyobraźnia autora, która często porywa go przy pisaniu aż za wysoko, po prostu na to nie pozwala. Głupotą jest więc kupowanie okularów à la Harry Potter, zakładanie „magicznej pelerynki” i ruszanie o północy do księgarni, w której ma się właśnie odbyć uroczysta premiera nowej książki z przygodami Harrego. Bo i takich sytuacji byliśmy świadkami. Z drugiej strony potępianie tej książki również nie ma sensu, a już na pewno bezcelowe jest zabranianie czytania jej. Wiadomo przecież, że zakazany owoc kusi najbardziej. Gdyby nie ogromne zafascynowanie mediów tą lekturą, za parę miesięcy nikt z nas nie wiedziałby, kto to był Potter [minęło 15 lat!]. Nie bez powodu uczymy się na WOSie, zresztą według zasady „ZZZ” (zakuć, zdać, zapomnieć), że media to czwarta władza.

Harry Potter moje pierwsze teksty gazetka szkolna

Czas by spojrzeć na sprawę z naszego punktu widzenia. Nie sugerować się, że ta gazeta gloryfikuje Pottera, a ten nauczyciel go potępia. Każdy z nas ma swój rozum i swoją świadomość dobrego i złego, którą może, choć na moment [ach, ten młodzieńczy cynizm], uruchomić.

Po pierwsze zastanówcie się, kto najgłośniej agituje przeciw Harremu. Są to przeważnie osoby, które nie czytały tej książki i nie mają zamiaru tego zrobić. Jest to porównywalne do opowiadania o ukształtowaniu powierzchni prawego wybrzeża Madagaskaru, gdy nigdy się tam nie było i, co więcej, nigdy nie czytało się na ten temat. Pamiętajcie, że aby zdobyć własne zdanie na dany temat, trzeba najpierw wiedzieć, o czym właściwie chcemy się wypowiadać.

Poza tym zastanówcie się, jaka jest główna wada książki o Harrym według jej przeciwników. Otóż najczęściej zarzuca mu się prowadzenie praktyk magicznych i okultyzmu, jak się to fachowo nazywa. Przypomnijcie sobie Piotrusia Pana – czy on nie czarował i nie latał? A jeżeli powiecie, że Harry jest zwykłym chłopcem, a Piotruś już z założenia był czarodziejem, to polecam wam lekturę „Alicji w Krainie Czarów” – opowieści o zwykłej dziewczynce, która wchodzi w lustro nie tłukąc go przy tym, a poza tym rozmawia z kotami, zającami, a nawet kartami i figurkami szachowymi. Już sam tytuł „… w Krainie Czarów” może być przecież przyczyną potępienia tej książki.

A tak na marginesie, to czy nie lepiej czytać o chłopcach biegle władających różdżką i potem ćwiczyć w domu „grobowy” głos przy szklanej kuli zrobionej ze starego akwarium, niż napawać się opowieściami, a raczej horrorami o Czerwonym Kapturku, którego pożarł wilk, zaraz po tym jak zjadł starszą kobietę – babcię tegoż małego, czerwonego dziewczęcia, a potem myśliwy sadysta dokonał cudu i kosztem napakowania żywego (!) wilka kamieniami i utopienia go, uwolnił babcię z wnuczką. To przecież horror! Spielberg mógł czerpać z tej bajeczki inspirację do kolejnych części swojego „Parku Jurajskiego”. Aż strach pomyśleć, co mogą robić dzieci po przeczytaniu tej lektury. I czemu ma niby służyć takie straszenie maluchów? Czy nie lepiej by było przedstawić zwycięstwo dobra nad złem w łagodniejszy sposób?

Harry Potter moje pierwsze teksty gazetka szkolna

Wracając do Harrego – zastanówcie się czy naprawdę jest sens z góry skreślać książkę, czy nie lepiej po prostu potraktować ją jak bajkę, w magii doszukać się przenośni do podstawowych wartości, a nie starać się znaleźć w każdym kolejnym zdaniu podtekstów okultystycznych. Niech wam pomoże fakt, że tam naprawdę przyjaźń jest postawiona na najwyższym miejscu, a wzorem rodziny jest dobrze się rozumiejące i kochające małżeństwo z grupką dzieci, którzy żyją skromnie, ale są szczęśliwi.

Pozostawiam wam też do rozważenia słowa, które znalazłam na końcu tej książki: „Jeżeli sądzisz, że w dobie komputerów sztuka czytania zanika, zwłaszcza wśród dzieci, to niezawodny znak, że jesteś mugolem!

A teraz czekam na Wasze teksty!

  • W życiu bym nie wpadła na to, żeby książki fantastyczne wpisać na jakąś czarną listę. Idąc tym tropem, trzeba by było zakazać czytania wszystkich baśni i bajek, łącznie z „Panem Kleksem”, który był już kompletnym świrem. 🙂

    • Tym tokiem myślenia szłam 15 lat temu w swoim tekście 😉 Ale może pamiętasz nagonkę na Harry’ego Pottera. Naprawdę na poważnie wiele osób wypowiadało się o nim w kontekście okultyzmu i czarnej magii.

      • Jakoś mnie to ominęło. Pamiętam za to żarty wśród znajomych, że Pan Kleks to przekazywał dziwne wartości – pigułki na sen, po którym chłopcy mieli kolorowe sny, no i przyjmował do swojej akademii samych chłopców. 😉

        • I zobacz – wszyscy to czytali, wszystkim się podobało, nikt nie doszukiwał się drugiego dna. Kiedyś to się łatwiej żyło 🙂 A dziś Facebooku codziennie (!) pojawiają się np. posty z fragmentami z podręczników i komentarzami, jakie to straszne, dyskryminujące, ogłupiające albo jeszcze jakieś inne. Przy czym w większości przypadków publikujący w ogóle nie próbują zrozumieć kontekstu i nie widzą, że sami się ośmieszają. Przynajmniej w oczach 10% osób, którym się chce sięgnąć głębiej, bo 90% bezrefleksyjnie przytakuje.

          Ale mi się wywód zrobił 😉

  • Dobrze pamiętam dyskusje po pojawieniu się Harry’ego Pottera w Polsce i krytykę ze strony nauczycieli religii przede wszystkim. Też pisałam wtedy recenzję pierwszego tomu, w podstawówce. Niestety, nigdzie się nie zachowała. Nie mieliśmy gazetki, moje teksty o książkach były drukowane w kilkunastu egzemplarzach przez panią bibliotekarkę i rozkładane na regale w bibliotece jak ulotki.

    • Świetny pomysł z tymi recenzjami w bibliotece szkolnej! U nas też nie było gazetki i nauczyciele nie wychodzili z inicjatywą, więc sami to zorganizowaliśmy. Ale mieliśmy naprawdę bardzo zgraną klasę.

      Przekułaś swoje pisanie w pracę czy zostało jako hobby?